Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
578 postów 6915 komentarzy

Partia50plus

nikander - Bardziej pragmatyczne niż rewolucyjne myślą wojowanie.

Zgon celu inflacyjnego, rynki szykują nowego króla monetarnego

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

... uważają, że należałoby wrócić do złota zapewniającego zakotwiczenie waluty, ale większość wyraża przekonanie, że ten relikt wcześniejszej epoki należy spokojnie zostawić na emeryturze, aby mógł snuć barwne opowieści o dawno minionej młodości.

      W notce Architektura finansowa a cywilizacja polska przedstawiłem ogólne zasady kotwiczenia waluty na parytecie gospodarczym i celu inflacyjnym. Nie wiem, czy wyjaśniłem zasadniczą różnicę między tą a innymi strategiami kotwiczenia waluty o rodowodzie „pejsatym”. Przedstawiam zatem artykuł Zgon celu inflacyjnego, rynki szykują nowego króla monetarnego    Jeffrey'a Frankela profesora ekonomii z Harvard Kennedy School, aby przedstawił Wam inne pomysły jak:

  • stratega celu podaży pieniądza,
  • program celu kursu walutowego,
  • strategia bezpośredniego celu inflacyjnego,
  • strategia celu wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych oraz
  • strategia celu nominalnego PKB.

        Jeden z moich profesorów zwykł mówić, że nie ten jest mądry, który napisał grubszą książkę, ale ten, który nad konkurencją ma przewagę jednego zdania. Jeśli Państwo odkryjecie w czym nasza strategia różni się od zachodniej konkurencji, będę usatysfakcjonowany. Inaczej będę musiał napisać kolejną notkę.


Jeffrey Frankel

 

Z powodu kryzysu kwestionuje się dziś strategię celu inflacyjnego, w której przeoczono bańki na rynkach aktywów i wstrząsy po stronie podażowej. Największe szanse wyboru na instrument zakotwiczenia waluty mastrategia celu nominalnego PKB. To koncepcja nienowa, ale dziś wygodna. Pozwala osiągnąć bardzo potrzebną ekspansję monetarną.

Z głębokim smutkiem zawiadamiamy, że odszedł od nas bezpośredni cel inflacyjny. Ten program polityki monetarnej, przez przyjaciół zwany BCI, bezsprzecznie opuścił nas we wrześniu 2009 roku. To, że do dziś nie poinformowano oficjalnie o jego śmierci, świadczy o głębokim poszanowaniu, jakim go darzono. Świadczy też o przekonaniu o jego użyteczności dla banków centralnych. Świadczy także o obawie, że nie znajdzie się stosownych kandydatów, spośród których wybierze się jednego, aby zajął opuszczone przez niego miejsce wybranego sposobu zakotwiczenia polityki monetarnej.

Cel inflacyjny narodził się w Nowej Zelandii w marcu 1990 roku. Podziwiany za przejrzystość i wiarygodność odniósł sukces najpierw w Nowej Zelandii, a następnie szybko w Kanadzie, Australii, Wielkiej Brytanii, Szwecji i Izraelu. Później zdobył popularność także w wielu państwach Ameryki Łacińskiej (w Brazylii, Chile, Meksyku, Kolumbii i Peru) oraz w innych państwach rozwijających się, między innymi w Republice Południowej Afryki, Korei Południowej, Indonezji, Tajlandii i Turcji.

Scheda po poprzednikach

Jednym z powodów tak powszechnej akceptacji BCI jako najważniejszego mechanizmu zakotwiczenia polityki monetarnej było to, że ustalenie celu w postaci kursu walutowego skończyło się fiaskiem. Do tego upadku doszło w latach 90-tych, w okresie kryzysów walutowych. Powiązanie walut z innymi walutami stałymi kursami doprowadziło do fatalnych w skutkach ataków spekulacyjnych przeprowadzonych w wielu z tych państw. Władze potrzebowały więc nowego instrumentu pozwalającego zakotwiczyć politykę monetarną zgodnie z oczekiwaniami społeczeństw. Strategia celu inflacyjnego pojawiła się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie.

W pierwszej połowie lat 80-tych, a więc przed okresem panowania strategii celu kursu walutowego, modna była strategia celu podaży pieniądza, program opracowany przez monetarystę Miltona Friedmana. Wprawdzie zasada stałej podaży pieniądza dość szybko została zdyskredytowana wskutek gwałtownych wstrząsów po stronie popytowej, ale ogólny argument Friedmana, że w polityce monetarnej lepiej jest kierować się zasadami niż dać wolną rękę bankom centralnym, nadal jest bardzo często przywoływany.

Strategia celu inflacyjnego polega na ustaleniu docelowego przedziału rocznego wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI). Bank centralny ma podejmować wszelkie działania, aby CPI znalazł się w wyznaczonym zakresie. Odmianami polityki celu inflacyjnego były między innymi strategia celu ceny (zamiast stopy inflacji) oraz strategia celu inflacji bazowej (czyli z wyłączeniem zmiennych cen żywności i źródeł energii) zamiast inflacji cen konsumpcyjnych.

Byli również zwolennicy strategii elastycznego celu inflacyjnego, których zdaniem wystarczyłoby w krótkiej perspektywie czasowej skupiać się na wzroście realnego PKB przy jednoczesnym wyraźnie określonym docelowym wzroście wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych w dłuższym okresie. Niektórzy jednak sądzili, że definicja celu inflacyjnego zostanie pozbawiona znaczenia, jeżeli się ją zbytnio poluźni.

Rzeczywistość zmusza do myślenia

Mimo to kilka lat temu strategia celu inflacyjnego zaczęła zbierać solidne ciosy (przypominało to kryzysy, które uderzyły w program celu kursu wymiany w latach 90-tych). Najpoważniejsze problemy wystąpiły we wrześniu 2008 roku, kiedy nie ulegało już wątpliwości, że banki centralne kierujące się tą strategią nie zwracały dostatecznej uwagi na bańki narastające na rynkach aktywów, a konsekwencje gospodarcze tego błędu były ogromne.

Szefowie banków centralnych uważali wcześniej, że na rynkach aktywów skupiali się w należnym stopniu. Wychodzili z założenia, że ceny nieruchomości mieszkalnych i akcji można brać pod uwagę w takiej mierze, w jakiej dostarczają informacji co do zmian CPI. Ta klauzula zwalniająca od odpowiedzialności okazała się jednak niewystarczająca. Gdy uderzył światowy kryzys finansowy (przynajmniej z perspektywy późniejszych wydarzeń można to było uznać za dowód, że w latach 2003–2006 prowadzono zbyt liberalną politykę monetarną), ani wcześniej, ani później nie odnotowano gwałtownego wzrostu inflacji.

To, że do cyklu boomu i krachu mogło dojść bez inflacji, nie powinno zaskakiwać. Tak samo bowiem sprawy się potoczyły, gdy gwałtownie pękły bańki na rynkach aktywów w Stanach Zjednoczonych w 1929 roku, w Japonii w roku 1990 oraz w Tajlandii i Korei w roku 1997. A Greenspanowa nadzieja, że poluzowanie monetarne pozwoli uporządkować sprawy po takim krachu, okazała się płonna.

Brak reakcji na narastanie baniek na rynkach aktywów to przypuszczalnie najpoważniejszy mankament strategii celu inflacyjnego, ale kolejnym ważnym minusem były niewłaściwe reakcje na wstrząsy po stronie podażowej oraz gwałtowne zmiany warunków wymiany (terms of trade). System gospodarczy dostosowuje się lepiej, gdy polityka monetarna reaguje na wzrost cen eksportowanych przez niego towarów na rynkach światowych, mianowicie zostaje na tyle zaostrzona, aby zapewnić aprecjację waluty.

Kiedy jednak obiera się strategię celu wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych, nakazuje się bankowi centralnemu aprecjację waluty w reakcji na wzrost cen importowanych przez daną gospodarkę towarów na rynkach światowych, a to dokładne przeciwieństwo korekty dokonywanej w celu wyrównania negatywnych zmian warunków wymiany.

Podejrzewa się na przykład powszechnie, że zdumiewająca z każdego innego powodu decyzja Europejskiego Banku Centralnego o podniesieniu stóp procentowych w lipcu 2008 roku, kiedy świat pogrążał się w najgorszej recesji od lat trzydziestych XX wieku, wynikała z tego, że właśnie wtedy ceny ropy osiągały wielkości rekordowe w historii. Ceny ropy w znacznym stopniu wpływają na wielkość wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych, tak więc ustabilizowanie tego wskaźnika, gdy wzrastają ceny ropy wyrażone w dolarach, wymaga aprecjacji waluty w stosunku do dolara.

Cel inflacyjny przeżył dzięki parytetowi złota, który jest jego dalekim krewnym. Co prawda jest trochę ekscentryków, którzy uważają, że należałoby wrócić do złota zapewniającego zakotwiczenie waluty, ale większość wyraża przekonanie, że ten relikt wcześniejszej epoki należy spokojnie zostawić na emeryturze, aby mógł snuć barwne opowieści o dawno minionej młodości.

Co zamiast strategii celu inflacyjnego

Co zastąpi strategię celu inflacyjnego jako nominalny mechanizm zapewniający zakotwiczenie waluty? W wypadku niewielkich otwartych systemów gospodarczych, gdzie odnotowuje się znaczne wahania warunków wymiany, szczególnie odpowiedni jest czarny koń tych zawodów – strategia celu ceny produktu. Ta polityka umożliwia stabilizowanie wskaźnika cen producenckich (w którym uwzględnia się towary eksportowane) zamiast wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych (w którym uwzględnia się towary i usługi importowane).

Instrument ten więc, w przeciwieństwie do strategii celu inflacyjnego, nie reagowałby w sposób paradoksalny na gwałtowne zmiany warunków wymiany. Gdy stosowano strategię celu inflacyjnego, czasami społeczeństwo odnosiło błędne wrażenie, że ta polityka zapewni stabilizację kosztów utrzymania nawet przy wstrząsach po stronie podażowej albo znacznych wahaniach warunków wymiany, na które przecież bank centralny w gruncie rzeczy w żaden sposób nie może wpływać.

Kandydatem mającym największe szanse wyboru na instrument nominalnego zakotwiczenia waluty jest prawdopodobnie strategia celu nominalnego PKB. Nie jest to koncepcja nowa, mimo że popularność zdobyła nagle, w ubiegłym roku. Strategia ta kandydowała na następcę polityki celu podaży pieniądza w latach 80-tych, ponieważ nie reaguje w takim samym stopniu na zmiany popytu na pieniądz.

W pewnych warunkach ta strategia góruje nie tylko nad polityką celu podaży pieniądza (z powodu zmian po stronie popytowej), ale także nad strategią celu ceny dobra konsumpcyjnego (jeśli dochodzi do znacznych zmian podaży). Strategia ta, którą najpierw zaproponował James Meade w 1978 roku, wzbudziła w latach 80-tych zainteresowanie między innymi tak wybitnych ekonomistów, jak Jim Tobin, Charlie Bean, Bob Gordon, Ken West, Martin Feldstein, Jim Stock, Bob Hall, Greg Mankiw, Ben McCallum oraz Edward Nelson.

W latach 80-tych strategii celu nominalnego PKB nie obrało żadne państwo. Co zdumiewające, założyciele Europejskiego Banku Centralnego przez moment nawet się nie zastanawiali w latach 90-tych, czy umieścić tę politykę na liście instrumentów, które można wykorzystać do zakotwiczenia polityki monetarnej w strefie euro. Ostatecznie zdecydowali się na „rozwiązanie dwufilarowe”, w którym jednym filarem była zapewne strategia celu podaży pieniądza.

Pod wpływem blogów

Teraz jednak strategia celu nominalnego PKB wróciła, a stało się tak dzięki entuzjastycznym wypowiedziom między innymi takich autorów blogów, jak Scott Sumner (Money Illusion), Lars Christensen (Market Monetarist), David Beckworth (Macromarket Musings), Marcus Nunes (Historinhas). Udane wskrzeszenie tej koncepcji redaktorzy „The Economist” uznali za przykład korzyści wynikających dla społeczeństw z istnienia blogosfery. Pozytywnie o tej strategii wypowiadają się również ekonomiści z banku Goldman Sachs.

Zwolennicy strategii celu nominalnego PKB zwracają uwagę, że w przeciwieństwie do programu celu inflacyjnego taka polityka monetarna nie byłaby nadmiernie zaostrzana w reakcji na negatywne wstrząsy po stronie podażowej. Strategia celu nominalnego PKB stabilizuje popyt, a przecież to w zasadzie wszystko, czego można oczekiwać od polityki monetarnej. Negatywny wstrząs po stronie podażowej zostaje automatycznie rozdzielony w równych częściach na inflację i realny PKB. Tyle właśnie w gruncie rzeczy zrobiłby bank centralny podejmujący decyzje dotyczące polityki monetarnej w razie wystąpienia zmian.

W długiej perspektywie czasowej przewaga reżymu monetarnego polegającego na obraniu celu nominalnego PKB polega na tym, że jest on odporniejszy na wstrząsy od konkurentów (parytetu złota, strategii celu podaży pieniądza, programu celu kursu walutowego albo strategii celu wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych). Dlaczego jednak ta strategia nagle zdobyła popularność akurat teraz, po dwóch dziesięcioleciach przebywania na uboczu? Jest możliwe, że polityka celu nominalnego PKB ma jeszcze jedną zaletę w obecnej niekorzystnej sytuacji gospodarczej, której skutki odczuwa cały świat. Otóż zdaniem jej zwolenników pozwala ona osiągnąć bardzo teraz potrzebną ekspansję monetarną.

Wdrażany w państwach rozwiniętych od 2008 roku program poluzowania, mimo że zakrojony na wielką skalę, nie wystarczył, aby szybko zmniejszyć stopę bezrobocia albo przywrócić potencjalną wielkość produkcji. Trudno obniżyć realne stopy procentowe, gdy stopy nominalne już są prawie zerowe. Z tego powodu niektórzy ekonomiści, między innymi Olivier Blanchard i Paul Krugman, zalecali, aby banki centralne ogłosiły wyższe cele inflacyjne, na poziomie 4–5 proc. Takie rozwiązanie Paul Krugman i Ben Bernanke doradzali Bankowi Japonii w latach dziewięćdziesiątych w celu wyjścia z pułapki deflacyjnej.

Jednakże większość ekonomistów, a jeszcze wyższy odsetek szefów banków centralnych ogromnie niechętnie podchodzą do koncepcji rezygnacji z zakotwiczenia spodziewanej inflacji na poziomie 2 proc., o co z takim trudem zabiegali w latach 80-tych i 90-tych. Można naturalnie ogłosić, że zmianę celu z 2 proc. na 4 proc. wprowadza się tylko czasowo. Trudno jednak zaprzeczyć, że zniszczyłoby to długoterminową wiarygodność uświęconej wielkości 2 proc.

Za strategią celu nominalnego PKB przemawia między innymi to, że można ustalić taką docelową wielkość tego wskaźnika, która będzie oznaczała cztero- lub pięcioprocentowy wzrost w nadchodzącym roku. W przypadku państwa, w którym sytuacja jest niepewna i dojdzie albo do ożywienia, albo do recesji, oznacza to w istocie docelowe tempo inflacji wynoszące 4 proc., a mimo to nie trzeba by rezygnować z ciężko wywalczonej dwuprocentowej inflacji jako długoterminowego zakotwiczenia polityki monetarnej.

Tak więc strategia celu nominalnego PKB mogłaby się przyczynić do rozwiązania naszych obecnych problemów, a jednocześnie zapewnić trwały reżym monetarny na przyszłość.

 

KOMENTARZE

  • @All
    Proszę, poszukajcie tej różnicy zważywszy chociaż na moje lenistwo. Znaleźne zapewnione.
  • @nikander 17:12:39
    Gdybyś potrafił formułować myśli chociaż w połowie tak konkretnie i jasno jak to robi autor tego tekstu, to można by coś szukać.
    Ale że ciężko jest zrozumieć o co w twoich tekstach chodzi, to mogę tylko zgadywać;

    chodzi pewnie o to, że w tych sposobach kotwiczenia o których pisze autor emisja trafia na rynek kredytowy, a z rynku kredytowego tak czy inaczej na rynek spekulacji akcjami, natomiast twój pomysł polega na rozproszeniu bezpośrednio do ludzi, a więc na rynek konsumpcyjny z pominięciem kredytu.
    Zgadłem czy nie?
  • @imran 20:19:38
    Ciepło ciepło. Dodatkowo u mnie nie generuje się garba odsetkowego dla ludności.

    Jednak pozostaję przy swoim. Podałem zdecydowanie więcej konkretów.
  • @nikander 20:26:13
    Garba!!!
    Nie wiem co to garb, jeszcze się go nie dorobiłem, ale chyba powiedzenie iż pieniądze trafiają bezpośrednio do ludzi a nie przez kredyty jest równoznaczne, że nie ci ludzie nie płacą od nich odsetek.
    Czyli zgadłem o co chodzi w twoich tłumaczeniach?
    Jestem chyba jasnowidzem.
  • @imran 20:35:12
    Jeżeli to byłaby prawda, że rzeczywiście zgadłem, to miałbym pytanie;
    - w jaki sposób wyobrażasz sobie technicznie rozproszenie tej emisji?
    30-tu milionom ludzi co miesiąc, czy raz w roku, czy raz na kwartał, rozdawać pieniądze. Przez pocztę?
  • Autor
    Przyznaję,że nie rozumiem.
  • @Krzysztof Grzelak 21:43:13
    To znaczy, że będę musiał coś dopisać. Wkrótce.
  • @imran 20:48:28
    Ciepło, ciepło to nie znaczy gorąco.

    O sposobie rozproszenia emisji napisałem bardzo dokładnie w poprzedniej notce. Powtarzam: do przedsiębiorstw na podniesienie pracowniczego majątku produkcyjnego.

    Oczywiście, nie mam pretensji o to, ze notki nie przeczytałeś. Nie każdy musi.
  • @nikander 21:49:49
    A rzeczywiście.
    Przeczytałem, tylko tak się skupiłem na tej tabelce i wyliczeniach, że ten fragment mi umknął.

    Ale czy to zmienia sedno problemu?
    Przecież każdy wykreowany pieniądz tak czy inaczej znajdzie się jako depozyt w banku. Takie czasy, że nie płaci się monetami srebrnymi, czy nawet papierkami, tylko robi się przelew z konta.

    A tam, dopiero zauważyłem, jeszcze napisałeś żeby znieść rezerwę obowiązkową. Czyli całość depozytu bank mógłby użyć jako dodatkowy kredyt.
  • @imran 22:14:51
    Jak zauważyłeś ilość pieniędzy w bankach się nie amieni.
    Brak rezerwy obowiązkowej, która ma być zastąpiona "złotą regułą bankowości". To kiedyś obowiązywało. NBP przestaje być kredytobiorcą ostatniej instancji a do banków powraca - długo tam nie oglądana -nadpłynność.
  • Z tekstu tego wynika
    że cała światowa polityka finansowa opiera się na takich samych zasadach jak gra w lotto. Strategie wybiera się na chybił - trafił, może się uda.
    Niektórzy sądzą natomiast, że jest ona dość precyzyjnie sterowana dla odniesienia określonych korzyści przez pewną grupę ludzi. Gdzie jest prawda? Nie mam niestety kwalifikacji by to ocenić.
  • @tfur-ja 00:46:39
    A trzecia była moja.
    Co nie znaczy, że nie podchodzę krytycznie do propozycji Nikandera
  • @nikander 22:22:12
    Nie zauważyłem tego właśnie, bo wcześniej nic nie pisałeś o złotej regule.

    Czy złota reguła oznacza to samo o czym ja myślę, tylko nazywam rezerwa 100%?

    To znaczy, że bank nie może pożyczać pieniędzy na dłuższy okres niż ten, na który przyjął depozyty?
    Czyli depozyty avista - z terminem 0 dni nie mogą być użyte do udzielenia pożyczki nawet na sekundę. A więc nie mogą być oprocentowane, a więc za obsługiwanie ich klient płaci prowizję, a nie dostaje odsetki?

    Czyżbyśmy się w czymś jednak zgadzali?
  • @zadziwiony 01:39:09
    Dokładnie jest tak jak mówisz. Te strategie kotwiczenia waluty powstawały na zasadzie "róbcie coś, bo się nam na łeb wali". Te okrzyki padały ze strony władzy gdy wybuchała inflacja lub gospodarka popadała w stagnację i trzeba było ją pobudzić. Słynny nasz "schładzacz gospodarki" Balcerowicz korzystał z ich rad. Wtedy stopy procentowe kredytów poszybowały do góry. Bankster podstawiał czapkę na odsetki.
  • @imran 04:49:36
    Kiedyś szukałem w internecie informacji na temat złotej reguły bankowości. Znalazłem tak niewiele że prawie nic. Kiedyś jednak musiałem wbić go głowy, ze polega ona na tym, ze bank powinien posiadać pełne zabezpieczenie pożyczek depozytami i to zarówno co do kwot jak i terminów wykonalności/zapadalności. Nie zawsze udaje się to zrealizować w 100 %. Zatem ustawia się tak progi ostrożnościowe, aby w przypadku runu na bank, depozyty terminowe mogły być wypłacane w terminowo a wkłady a-vista w przeciągu miesiąca.
  • @tfur-ja 00:46:39
    Jeśli ktoś odpowiedzialnie podchodzi do systemu monetarnego musi być nacjonalistą. Pieniądzem kosmopolitycznym (światowym) mogło być tylko złoto. Pieniądz fiducjarny może być "doregulowywany" jedynie w obrębie autonomicznych gospodarek narodowych. Nie można bowiem stosować takich samych stóp procentowych dla Niemiec i Grecji. W tych krajach koszt pieniądza musi być inny ze względu na stan ich gospodarek. To jewro to kompletny niewypał i albo skoroduje, albo wybuchnie.
  • Autor
    Nie ma potrzeby zmian dotychczasowych teorii, większa produkcja więcej pieniądza na rynku. Obecna inflacja to sztuczny twór wywołany wzrostem cen paliwa i monopolu producentów, nic więcej.
    A chcą powrotu do złota bo większość wykupili bądź ukradli.
  • @tfur-ja 00:46:39
    Dla mnie nie ulega żadnej wątpliwości, ze przejście na ilościową teorię pieniądza jest podstawowym wymogiem Polskiej Racji Stanu. Tu gra idzie o jakieś 100 mld transferu (trybutu) rocznie.
    Polacy to mądry naród i sądzę, że wkrótce to zrozumieją.
  • @nikander 08:59:23
    >polega ona na tym, ze bank powinien posiadać pełne zabezpieczenie pożyczek depozytami i to zarówno co do kwot jak i terminów wykonalności/zapadalności."

    No właśnie.
    Co do kwot i co do terminów.
    Jeżeli ma 100 depozytów na 10zł na miesiac, to z tych depozytów może udzielić pożyczki max. 1000zł na miesiąc.

    Jeżeli ma te 100 depozytów na 2 dni (teoretyzując), to może udzielić pożyczki 1000 zł na 2 dni.

    To ile zł na ile dni może pożyczyć jeżeli ma 100 depozytów na 10zł z terminem płatności natychmiastowym czyli "na żądanie"?

    Nie bardzo rozumiem dlaczego miałby móc pożyczyć te pieniądze na miesiąc.

    Jeżeli jakąkolwiek część pożycza, to to już nie jest złota reguła, tylko reguła osadu we wkładzie.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031