Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
602 posty 7010 komentarzy

Partia50plus

nikander - Bardziej pragmatyczne niż rewolucyjne myślą wojowanie.

Kradną! - Jarosławie K. możesz się wykazać.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Mimo pohukiwań prezesa, złodzieje nie chodzą na marsze. Prawdziwi złodzieje kradną w majestacie prawa, które im daliście po przemianie ustrojowej. Teraz mówimy SPRAWDZAM - panie Jarosławie Kaczyński. Złap ich jak obiecałeś.

 

 

Odezwa Konfederacji na Rzecz Reform Ustrojowych

Pohaniec sprośny nad Wisłą siedzi, dzieli łup żałosny” - Jan z Czarnolasu

1. Ile i dla kogo kradnie inflacja?

Jak to działa

Ostrzegam. Tego nie widać z poziomu gospodarstwa domowego!

Jak wykazuje raport NBP „Podaż pieniądza M3 i czynniki jego kreacji” społeczeństwo (gospodarstwa domowe, przedsiębiorcy, budżet) dysponuje środkami o 300 mld zł mniejszymi niż wymaga tego koniecz­ność regulowania bieżących transakcji gospodarczych. Na taką to kwotę cała gospodarka jest zadłużona ponad zasoby jakimi dysponuje. Zatem każde obniżenie siły nabywczej pieniądza powoduje, że ten uby­tek musi być stale wyrównywany. Jedyną dostępną opcją są pożyczki u Międzynarodowego Bankiera.

Zapamiętaj: inflacja nie anihiluje pieniędzy. Inflacja tworzy potrzeby pożyczkowe!

Wystawiamy rachunek

Inflacja obniża naszą siłę nabywczą średnio o:

3% * 1 067 302 mln (kwota ze sprawozdania NBP „Podaż pieniądza M3 i czynniki jego kreacji – stan na 31 maja 2015r.”) = 32 019 mln zł.

2. Ile i dla kogo kradnie wzrost PKB?

Jak to działa

Może Cie to zdziwi, ale postaraj się to zrozumieć.

Jak wcześniej powiedzieliśmy, gospodarka jest na ciągłym „głodzie monetarnym”. Przedsiębiorcy aby więcej wyprodukować muszą się zapożyczyć aby nabyć materiały, robociznę, energię i zapłacić podatki, a społeczeństwo nie ma stosownej nadwyżki pieniędzy aby tę zwiększoną podaż towarów i usług wyku­pić. Z pustą kieszenią idziemy więc znowu po pożyczki do Międzynarodowego Bankiera.

Zapamiętaj: musisz pożyczyć aby wykupić to co wytworzyłeś zwiększoną dawką potu!

Wystawiamy rachunek

Wzrost PKB tworzy niedobór środków płatniczych średnio na kwotę:

3% * 1 729 000 mln (PKB za 2014 r.) = 51 870 mln zł

3. Ile i dla kogo kradnie lichwa?

Jak to działa

Mamy nadzieję, że nie musimy Państwu tłumaczyć co to są odsetki od kredytów. Przypomnę tylko, że lichwę płacimy wszyscy, jeśli nie bezpośrednio, to pośrednio w cenach produktów, na wytworzenie któ­rych, przedsiębiorcy zaciągnęli kredyty. Płacisz podatki aby pokrywać koszty obsługi długu publicznego.

Zapamiętaj: lichwa jest świadomie zaprojektowanym „błędem” architektury monetarnej, w której to sto­pami procentowymi reguluje się wypływ pieniądza na rynek, jednocześnie zapewniając mannę z nieba Międzynarodowemu Bankierowi.

Wystawiamy rachunek

Lichwa wysysa z naszej gospodarki średnio:

6% * 1 190 292 mln zł (suma pożyczek) = 71 416 mln zł

Zatem razem łup banksterski to około 155 mld zł rocznie !!!

Posłowie, którzy w 1997 roku złamali konstytucję, godząc się w ustawie o NBP na ogranicze­nie jego suwerenności jedynie do emisji znaków pieniężnych, powinni być zidentyfikowani, oskarżeni, osądzeni i przykładnie ukarani, nawet jeśli nie robili tego z zaprzaństwa tylko z normalnej głupoty.

NBP emitując suwerenny pieniądz powinien wyrównywać społeczeństwu skutki spadku siły nabywczej na skutek inflacji oraz niedobór środków płatniczych na wykup wzrostu PKB. Na każdego obywatela wypadłoby około 2. tyś zł rocznie. 8 tyś średnio dla rodziny.

 Czytelniku.

Jak możesz nam pomóc? - wystarczy że pomyślisz i zrozumiesz.

KOMENTARZE

  • szczerze powiedziawszy
    ...nie interesowałem się aż tak bardzo zagadnieniami finansjery, ale coraz bardziej zaczynam się podciągać:))chyba dlatego, że jest przystępniej zobrazowane...
    ...czyli jeśli będzie coraz bardziej na chłopski rozum, to coraz więcej przyswoi temat...5*

    btw...obawiam się, że Jarosław ma temat tam, „gdzie plecy nazwę swą szlachetną tracą”.
  • @trybeus 21:57:44
    To naprawdę nie jest jakaś wielka alchemia. Wystarczy chwile pomyśleć i odrzucić uczelniane zabobony.

    No to witam na pokładzie.
  • @nikander 22:22:05
    Myślę, że te zabobony zaczynają się w podstawówce, bo o ile pamiętam, poza zadaniami typu "Jaś miał 5 zł i kupił 5 lizaków za 50 gr., ile mu zostało?", przez cały okres pobierania nauk, ekonomia i gospodarka pieniężna to były tematy tabu.
  • @Lotna 22:41:24
    "przez cały okres pobierania nauk, ekonomia i gospodarka pieniężna to były tematy tabu."

    A ja tam miałem w "licełumie", że państwo nie może zbankrutować... upsss. A jednak może :-(

    Uprzejmości.
  • @ Autor
    "Posłowie, którzy w 1997 roku złamali konstytucję, godząc się w ustawie o NBP na ogranicze­nie jego suwerenności jedynie do emisji znaków pieniężnych, powinni być zidentyfikowani, oskarżeni, osądzeni i przykładnie ukarani, "

    Ciekawe czy gdzieś jest jakaś lista...

    5*
  • @trybeus 21:57:44
    "btw...obawiam się, że Jarosław ma temat tam, „gdzie plecy nazwę swą szlachetną tracą”."

    Ja również tak samo btw... niestety :-(
  • @Jasiek 23:14:27
    ...A któż by się spodziewał po łotrze
    Że coś prawdy do niego dotrze...

    Pozdrawiam
  • @Lotna 22:41:24
    Spokojnie, jeszcze trochę i będzie to pierwszy temat przy wigilijnym stole.


    Pozdrowieńka.
  • Brawo , brawo , brawo prosto i bardzo przystępnie !
    Oduraczone propagandowo społeczeństwo sądzi że ekonomia to dziedzina niiedostępna do zrozumienia dla zwykłego Polaka - szaraka. Nic bardziej mylnego ! Trzeba tylko ludzi którzy są skłonni tłumaczyć zagadnienia w tak niebywale przystępny sposób jak to właśnie robisz. Chwała Ci za to ! Chapou bas ! Jak ktoś bardziej niecierpliwy powinien poczytać robertbrzoza.pl i trader21.pl. A książka SONGA HONGBINGA " Wojna o pieniądz " to prawdziwy majstersztyk edukacyjny dla laika. Jak się dobrze poszuka to znajdzie pierwszą część w internecie. Osobiście zachęcam do zakupu bo wydanie jej przez wydawnictwo WEKTORY i polskie tłumaczenie było zrobione przed tłumaczeniem angielskim. Tej książki boi się zachód. Zachęcam do lektury bo wiedza jest niezwykle skuteczną bronia !
  • @MrKuba65 08:00:25
    To jest praca zbiorowa konfederatów. Co kilka głów to nie jedna.
    https://dl.dropboxusercontent.com/u/75370509/Stanowisko%20uzgadniane%20KoRReUs.pdf

    Pozdro.
  • @Autor
    "Przedsiębiorcy aby więcej wyprodukować muszą się zapożyczyć aby nabyć materiały, robociznę, energię i zapłacić podatki, a społeczeństwo nie ma stosownej nadwyżki pieniędzy aby tę zwiększoną podaż towarów i usług wyku­pić."

    Proponuję opublikować dowód na przedstawiane tezy stanowiące obalenie prawa Saya w jakimś ekonomicznym czasopiśmie - to wtedy nominacja do Nobla murowana.
  • @programista 08:59:20
    akurat Alfred Nobel miał ekonomistów tam... gdzie Polacy mają komunistów, a monsieur Say funkcjonował w XIXw i zakładał istnienie wolnego rynku :/
  • @programista 08:59:20
    "Proponuję opublikować dowód na przedstawiane tezy stanowiące obalenie prawa Saya w jakimś ekonomicznym czasopiśmie - to wtedy nominacja do Nobla murowana."

    Kto stoi za ekonomicznym Noblem? Bank Światowy? MFW?
    Na świecie mamy teraz totalny pierdolnik z "demokracją", "wolnym rynkiem" itd uskuteczniany dzięki naukom "noblistów"

    Obama i Wałęsa to świetne przykłady "nobliwych" noblistów...

    Uzdrawiam.
  • @sosenkowski 09:39:00
    Zakładał tyle, że producent sam decyduje o cenie sprzedawanego towaru. A cen urzędowych obecnie nie mamy.
  • @Jasiek 09:57:26
    Nie zrozumiał szanowny Pan o co chodziło?
    Wyjaśniam zatem - prawo Saya jest w ekonomii uznawane powszechnie, zatem przedstawienie poprawnego dowodu na jego obalenie było by tak ważne dla całej ekonomii, że stanowiłoby jedno z najwyższych osiągnięć. Dlatego też byłoby zapewne uhonorowane najcenniejszymi nagrodami przyznawanymi w tej dziedzinie.
  • @programista 10:23:57
    Już po ptokach. Ktoś to zrobił wcześniej. Nobla nie będzie.
    http://portalwiedzy.onet.pl/7594,,,,saya_prawo_rynku,haslo.html
  • @programista 10:23:57
    Jeszcze dodam. Prawo Saya byłoby prawdziwe gdyby płace stanowiły 100 % PKB. Proszę pokazać mi kraj gdzie tak jest.
  • @programista 08:59:20
    chyba dawno zostały obalone
  • @nikander 10:53:04
    Szanowny Pan pomija przede wszystkim zysk producenta, który stanowi jego własny popyt. To samo dotyczy wynagrodzenia dla właścicieli kapitału użytego przy produkcji.
    Popyt tych wszystkich ludzi wraz z płacami jest równy całej wartości wyprodukowanego towaru.

    http://portalwiedzy.onet.pl/7594,,,,saya_prawo_rynku,haslo.html
    Przecież tam nie ma żadnego dowodu! Jest tylko stwierdzenie "Współczesne teorie ekonomiczne wykazały fałszywość prawa rynku Saya." nie poparte nawet żadnym odnośnikiem do konkretnego artykułu.
  • @programista 11:08:30
    Podziwiam pański upór w propagowaniu ideologii okupacyjnej. Chyba zasłużył Pan na 13-tkę z zysku.
  • @programista 11:08:30
    A tak przy okazji to mógłby mi Pan wytłumaczyć jaki związek mają pańskie komentarze z treścią notki?
  • @nikander 11:19:06
    Taki, że pkt 2 swojej własnej notatki szanowny Autor oparł właśnie na obaleniu prawa Saya. Zacytowałem zresztą właściwy fragment w pierwszym komentarzu.
    Czyżby szanowny Autor nie zdawał sobie z tego sprawy?
  • @programista 11:27:00
    Obaliłem? sic. No to teraz wiem i czuję się wielki!
  • @programista 11:08:30
    "Współczesne teorie ekonomiczne wykazały fałszywość prawa rynku Saya."

    Więc takie teorie muszą istnieć. Jak widać prawo Saya też było teorią. Jak i "wolny rynek" :-(
  • @Jasiek 12:15:27
    Szanowny Pan tylko i wyłącznie sobie wystawia świadectwo, uznając jedno zdanie zamieszczone na stronie internetowej za wystarczający dowód.
  • @programista 12:24:19
    słusznie - jasiek szuka PRAWDY tam gdzie nigdy jej nie będzie - ekonomia ma mniej więcej tyle obiektywnych racjonalności, co:
    http://www.yiddishwit.com/pics/talmud.png
  • nikander!!
    Dobrze, że Pan krzyczy, może ludzie coś zrozumieją.
    Inflacja, to najbardziej podły z podatków (już nie mówiąc o zadłużeniu i procentach za pieniądz kręcony z powietrza - choć nie za darmo zupełnie kręcony).

    Niemniej stwierdzenie:

    ""Przedsiębiorcy aby więcej wyprodukować muszą się zapożyczyć aby nabyć materiały, robociznę, energię i zapłacić podatki, a społeczeństwo nie ma stosownej nadwyżki pieniędzy aby tę zwiększoną podaż towarów i usług wyku­pić."

    nie jest zupełnie prawdziwe.
    Nikt nie zmusza nikogo do zadłużenia, a nabyć wszystko powyższe można albo z kapitału własnego, albo z kapitału wspólników, akcjonariuszy, i myślę, że z wielu jeszcze źródeł finansowania.
    Kredyt umożliwia jedynie zwiększenie zysków przez wejście w spółkę z jego dostawcą.
    Lwią spółkę, bo całe ryzyko niemal i wszystkie inne rzeczy daje przedsiębiorca, a dawca kapitału tylko kredyt kręcony obecnie głównie z powietrza.
    To żądza zysku powoduje zaciąganie kredytów przez przedsiębiorcę u ludzi, którzy kręcą je z powietrza.

    Nie jest również prawdą, że społeczeństwo nie ma środków, by wytworzone towary wykupić.
    Nie ma środków, by kupić towary, na których zakup kapitału/oszczędności nie wypracowało lub na skutek kradzieży tych środków przez opodatkowanie.
    Po prostu, bez kredytu nie jest możliwe życie ponad stan, i np. stare baby muszą się myć szarym mydłem za 1 zł kostka, zamiast perfumowanym i trującym gównem z wielką marką za 10 zł kostka, albo odpowiadającej jej butelce płynu.

    Tak na prawdę, to nie ma żadnej potrzeby kreowania nowego pieniądza w gospodarce, zwłaszcza dziś, poza tym, który jest w obiegu.
    Po prostu zamiast rekompensowania wzrostu masy dóbr (towarów, usług, czy czego tam jeszcze) na rynku w stosunku do masy pieniądza jego dodrukiem, można nie robić nić, i ten wzrost zostanie skompensowany wzrostem wartości pieniądza.
    Wówczas byłaby równoważna emisja wartości pieniądza nie przez złodziejski rząd, tylko przez tych, którzy aktualnie pieniądz mają.
    Emisja na skutek wzrostu wartości pieniądza.
    A to skłania do oszczędzania i mycia starych bab mydłem szarym za 1 zł zamiast trującym perfumowanym za 10 zł kostka.
    Te oszczędności w przyszłości staną się wielką siłą kapitałową, a nie kredyt.

    Ideałem jest oczywiście zabezpieczenie pieniądza np. metalem szlachetnym, czy czymś równie trwałym.
    Wówczas emisja takiego pieniądza nie powoduje żadnych ujemnych skutków, a może napędzać gospodarkę.
    Myślę, że sama produkcja srebra i złota KGHMu dla Polski wystarczyłaby na emisję (np. zabezpieczoną w 5-20%).
    Na dodatek pieniądz taki byłby rozchwytywany na wszelkich rynkach i za 5-20% zainwestowanego przez rząd weń złota lub srebra (są jeszcze inne możliwości) dałoby się go wypchnąć za 10-100 x wartość zabezpieczenia.

    Niemniej straszną rzeczą jest, że za emisję pieniądza NBP i Polacy muszą płacić bankierom.
    Proponowałbym jednak przemyśleć również sytuację, gdy NBP emitowałby pieniądz bez żadnych ograniczeń.
    Prawdopodobnie żaden rząd (czy mafia polityczna) nie oparłaby się pokusie walnięcia emisją powodującą inflację po pachy.
    Oczywiście, są też rozwiązania, jak np. emisja przez ludzi.
    To jest, jeśli rząd ma ochotę okradać, to niech chociaż nie będzie beneficjentem on, a ludzie.
    Niech np. każdy Polak dostanie nową czystą emisję M1 do łapki - jeśli rząd uważa, że w gospodarce potrzebny jest pieniądz, np. 36 000 000 000 zł, to niech każdemu Polakowi przeleje na konto 1000 zł pieniądza M1.
    Zapewniam, że nie będzie za bardzo skory.
  • @AlexSailor 14:31:00
    Nasze propozycje odnośnie architektury monetarnej są zbliżone do tych obecnie realizowanych w Islandii i opublikowanych w raporcie Frosti Sigurjonssona. Pewne różnice sa pokazane tutaj: https://dl.dropboxusercontent.com/u/75370509/Filary%20pa%C5%84stwowo%C5%9Bci%20naszej.pdf
  • Siedem kłamstw o wolnym rynku!
    Niektóre prawdy są ciągle powtarzane. Czasem miewamy też jednak do czynienia z wiecznymi kłamstwami. Zamieszczam tutaj kilka spośród ostatnio zasłyszanych kłamstw na temat wolnego rynku, choć jest ich oczywiście znacznie więcej.

    1) Wolny rynek powoduje niedostatek i wzrost cen. W każdym systemie gospodarczym — socjalistycznym, interwencjonistycznym, wolnorynkowym — ilość danego dobra zwykle będzie niewystarczająca, żeby zaspokoić popyt przy cenie równej zero. Na wolnym rynku, gdzie ludzie wymieniają się prawami do tych dóbr, ceny będą spadania wzrastać lub spadać do poziomu, przy którym wysokość popytu jest równa wysokości podaży, i tym sposobem ceny pomogą radzić sobie z niedostatkiem. Co więcej, wolny rynek, poprzez system zysków i strat, daje przedsiębiorcom zachętę zarówno do dostarczania większej ilości dóbr rzadkich, jak też do odkrywania alternatyw. (Nie cały „handel” przebiega jednak w ten sposób, patrz punkt 4) poniżej).

    2) Na wolnym rynku biznes jest uprzywilejowany. Jest to bardzo powszechne mniemanie oparte na myleniu prorynkowości z probiznesowością. Wolny rynek jest jednak wolny dokładnie dlatego, że nie przyjmuje żadnych specjalnych przywilejów dla jakichkolwiek osób czy grup. Takie przewagi z pewnością dzisiaj istnieją i mogłyby istnieć na wolnym rynku — można się wrodzić w bogatą rodzinę, być wytrwalszym czy zasobniejszym — ale są one konsekwencją braku przywilejów w sensie libertariańskim tak długo, jak tylko są one zdobyte bez użycia oszustw i fizycznej przemocy wobec ludzi lub cudzej własności.

    3) Przed Obamacare, służba zdrowia [w USA — przyp. tłum.] działała na zasadach wolnorynkowych. W rzeczywistości był to wielce interwencjonistyczny rynek. Podobnie, porażki rynków mieszkaniowych i finansowych nie były wcale rezultatem „polityki wolnorynkowej”, a to samo można powiedzieć w zasadzie o każdym sektorze amerykańskiej gospodarki. Wolny rynek jest wolny od prawnych przywilejów i dyskryminacji, jest tym wszystkim, co dzieje się pod nieobecność agresji i w ramach ściśle określonych „zasad gry” — takich jak, na przykład, prywatna własność, wolność stowarzyszania, rządy prawa. Ponownie, to nie jest probiznesowe, prokonsumenckie, ani projakiekolwiek, jeśli ma to oznaczać używanie siły politycznej do rozmyślnego pomagania jednym kosztem drugich.

    4) Wolny rynek wymaga, aby wszystkie wartościowe zasoby były w prywatnym posiadaniu i aby handlowano nimi na rynkach. Nawet, gdyby to było możliwe, a nie jestem co do tego przekonany, to niekoniecznie byłaby to najlepsza droga to poradzenia sobie z tragedią wspólnego pastwiska. Niekiedy alternatywy prywatnej własności zwyczajnie działają lepiej. W rzeczy samej, Elinor Ostrom, która została laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii za badanie na temat użytkowania wspólnych zasobów, znalazła stosowane przez ludzi na całym świecie od zarania dziejów sposoby na unikanie konfliktów dotyczących np. użytkowania wody i wycinania lasów pozarynkowymi metodami współpracy (a często także bez rządu). Istotnie, często „wymieniamy” przysługi z rodziną, znajomymi, a nawet z obcymi bez potrzeby formalnych rynków i cen rynkowych. I bardzo dobrze.

    5) Wolny rynek wzmaga rasizm, homofobię i inne rodzaje bigoterii. Cóż, to prawda że można być rasistą i homofobem na wolnym rynku, można nie życzyć sobie mieszkania w pobliżu jednopłciowej lub międzyrasowej pary, czy też odmawiać komuś zatrudnienia za wygląd, jeśli wyda się on w jakiś sposób odrzucający. Jednak w konsekwencji takich zachowań będzie pewnie trzeba zapłacić więcej za dom, albo wypłacać wyższe pensje pracownikiem, bo jest to rozmyślne zawężenie własnego pola manewru.

    Część krytyków wolnego rynku wyśmieje takie tłumaczenie, mówiąc, że te mechanizmy nie zwalczają podszycia rasizmem lub seksizmem. Wiele można na to odpowiedzieć, ale ograniczę się tylko do dwóch kwestii. Po pierwsze, płacenie za uprzedzenia może ich nie wyeliminować, ale będzie je ograniczać (popyt spada ze wzrostem ceny, także popyt na uprzedzenia). Poddawanie się im oznacza zaś straty względem rodzin bardziej tolerancyjnych lub wyrzeczenie się bardziej kompetentnych pracowników. Po drugie, próba zmienienia czyjegoś nastawienia wobec homoseksualizmu i rasizmu przemocą albo groźbą jej użycia jest metodą nieefektywną, która zwykle przynosi więcej szkody niż pożytku, a z czasem prowadzi do narastania komplikacji. Wolny rynek daje powody do korzystania na zawiązywaniu interakcji z innymi, na uczeniu się od innych, którzy mogą bardzo się różnić, mogą działać poza zwykłymi siatkami społecznymi. Legalistyczne rozwiązania powodują namnażanie resentymentów i pogoni za rentą, które podkopują tolerancję niezbędną do wiązania ze sobą różnych ludzi.

    6) Wolny rynek popiera wojnę. To prawda, że poza byciem „zdrowiem państwa” i wrogiem wolności, wojna jest korzyścią dla niektórych grup interesu jak choćby firmy produkujące broń. Wojna niszczy jednak wolny rynek w ogólności. Wojna i rządowa interwencja, która tej pierwszej zawsze towarzyszy, ograniczają wolny rynek (wewnętrzny i w kraju, z którym toczy się wojna) i wolne stowarzyszanie, czynią kupno i sprzedaż bardziej kosztownymi, redukują siłę nabywczą, szkodzą gospodarstwom domowym i biznesom, wreszcie naruszają pokój, który jest niezbędny dla rozkwitu wolnego rynku.

    7) Wolny rynek jest zawsze wydajny. Prawdziwy świat zamieszkują prawdziwi ludzie, którzy nie mają pełnej informacji, mogą mieć błędne informacje lub mogą po prostu popełniać błędy. „Idealny” system gospodarczy to nie ten, w którym nikt nigdy nie popełnia błędów, ale ten, w którym popełniane przez ludzi pomyłki są naprawiane najefektywniej, jak to tylko możliwe. Konkurencja na wolnym rynku pozwala ocenić, czy koszty są zbyt duże, czy zbyt małe, wypatrywać okazji do obniżenia cen lub zwiększenia zysków, a także zrezygnować z nowej metody konsumpcji lub produkcji. Wolny rynek nie jest idealny, dlatego że zawsze działa perfekcyjnie, ale dlatego, że lepiej niż jakikolwiek znany system koryguje popełniane błędy.

    Autor: Sandy Ikeda
    Źródło: fee.org
  • Z historii podatku dochodowego...
    W jednym ze swoich wykładów Adam Smith, twórca współczesnej analizy ekonomicznej, autor opublikowanego w 1776 roku Bogactwa narodów oraz opublikowanej w 1759 roku Teorii uczuć moralnych, podał prostą receptę na harmonijny rozwój społeczny, stwierdził on że:

    „Bardzo mało jest wymagane by doprowadzić państwo do dobrobytu nawet z najniższego poziomu barbarzyństwa, mianowicie pokój, niskie podatki i tolerancyjne kierowanie sferą sprawiedliwości. Wszystkie formy rządów, które zbaczają z tej naturalnej ścieżki, lub które odwołują się do potrzeby zahamowania rozwoju społecznego na jakimś szczególnym etapie, są nienaturalne i po to by utrzymać się u władzy, zmuszone są odwoływać się do represji i tyranii.„.

    Warto zatem zdać sobie sprawę z tego, że reforma podatkowa w Polsce jest jednym z wielu elementów koniecznych zmian jakie powinniśmy dokonać by wejść na trwałą ścieżkę wzrostu dobrobytu.

    Od wielu lat w większości państw uprzemysłowionych, członków OECD, w tym także i w Polsce, toczy się dyskusja nad koniecznością zreformowania systemów podatkowych. Dyskusja toczy się zarówno wokół problematyki wysokości podatków (np. czy sprawiedliwym jest podatek liniowy czy progresywny, rzadko wspomina się w tym kontekście o podatku pogłównym) oraz ich struktur – czy podatki bezpośrednie (dochodowe od osób fizycznych i osób prawnych, spadków i darowizn, czynności cywilno prawnych, rolny i leśny, od nieruchomości, od środków transportowych, od posiadanych psów) czy pośrednie (od towarów i usług, akcyzowy, od gier). W tym artykule chciałbym przedstawić pokrótce historię podatku dochodowego, bo nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że jest on stosunkowo młodym podatkiem, który od początku jego wprowadzenia w Wielkiej Brytanii i w USA traktowany był jako podatek chwilowy, z którego należy się jak najszybciej wycofać, gdy tylko znikną powody jego wprowadzenia.

    Ta nietypowa historia podatku dochodowego może być też argumentem za jego likwidacją. Innymi często używanymi argumentami za likwidacją podatku dochodowego jest jego niski udziału w ogólnych przychodach państwa (ok. 30 do 40 procent całkowitych dochodów państwa) oraz możliwość znacznego obniżenia kosztów pobierania podatków.

    Podatek od dochodów osobistych ma raptem dwustuletnią historię i wprowadzany był zawsze po to by sfinansować działania wojenne. Zwykle wprowadzając go argumentowano,2 że po ustaniu działań wojennych będzie on wycofany. Dobrowolnie państwo wycofało się z tego podatku tylko raz, mianowicie w Wielkiej Brytanii po zakończeniu wojen napoleońskich.

    W 1798 roku, ówczesny premier Wielkiej Brytanii William Pitt (młodszy) zapowiedział wprowadzenie podatku od dochodów osobistych po to by zebrać fundusze na prowadzenie wojny z Francją. Uczynił to z wielką niechęcią, wbrew swojemu przekonaniu, bo uznawał, że wprowadzenie tego podatku jest wbrew zwyczajom i naturze Brytyjczyków. Podatek ten wprowadzony został w 1799 roku (wyłączając Irlandię) i objął on tylko najbogatszych: na poziomie 10% od dochodów powyżej 200 funtów, dochody poniżej 60 funtów były nieopodatkowane, a dochody pomiędzy 60 a 200 funtów opodatkowane były poniżej 10% rosnącą stopą opodatkowania (podatek ten płacony był osobiście przez obywateli w sześciu równych ratach w ciągu roku). Średni dochód Brytyjczyka w tamtym okresie to ok. 20 funtów, zatem ogromna większość Brytyjczyków nie była opodatkowana. Podatek ten został zniesiony na krótko w 1802 roku po zawarciu pokoju w Amiens, by w 1803 roku pojawić się ponownie na poziomie 5% (dochód z tego podatku był na podobnym poziomie jak przy stopie 10% a to dzięki obniżeniu dolnej granicy z 60 do 50 funtów, tak, ze liczba płacących ten podatek podwoiła się). W 1806 roku powrócono do pierwotnej stawki 10%, która utrzymywała się na tym poziomie do 1816 roku, kiedy podatek ten został zniesiony w rok po bitwie pod Waterloo. Po zniesieniu podatku wszystkie dane dotyczące jego płatników zostały spalone (ale, jak się jednak później okazało, duplikaty przekazane zostały do archiwum – King’s Remembrancer). Przez następne 26 lat Brytania obywała się bez podatku od dochodów osobistych (patrz Rysunek). W 1842 roku podatek ten został ponownie wprowadzony przez konserwatywnego premiera Roberta Peel’a, zmuszonego uczynić ten krok przez rosnący deficyt budżetowy, spowodowany chwilowym spadkiem dochodów państwa z tytułu obniżonych taryf celnych (które niekiedy obniżono kilkusetkrotnie – ale to już materiał na inną opowieść). Peel opodatkował dochody powyżej 150 funtów rocznie. Od jego ponownego wprowadzenia w 1842 do 1885 roku zawierał się w granicach 1% do 6,7% (1855 r.) i tutaj warto zwrócić uwagę na wyraźne dwa okresy poboru podatku od dochodów w Wielkiej Brytanii. W XIX wieku i do pierwszej wojny światowej podatek ten był stosunkowo niewielki (poniżej 10%), natomiast w wieku XX byliśmy świadkami stałego wzrostu poboru
    tego podatku (patrz Rysunek). Ta prawidłowość obserwowana jest w innych państwach, np. w USA, o czym poniżej. Co warte podkreślenia, stałą intencją polityków w XIX wieku było jego zniesienie lub przynajmniej wyraźne zmniejszenie, kiedy tylko było to możliwe. Najczęściej przyczyną niemożności jego zniesienia czy zmniejszenia była konieczność zwiększenia wydatków wojennych.3

    Politycy brytyjscy XIX wieku przyjęli, że jakikolwiek wzrost podatków czy taryf celnych jest tylko przejściowy i należy go jak najszybciej likwidować. Doszli do wniosku, że trudniej jest zmniejszać już raz podniesione taryfy celne, łatwiej to uczynić z podatkiem dochodowym. Niskie taryfy celne znacznie bardziej sprzyjały rozwojowi gospodarczemu aniżeli niskie podatki bezpośrednie, dlatego też w okresach przejściowych kolejni kanclerze skarbu, dla zrównoważenia budżetu, zmniejszając cła importowe podnosili na krótko podatki dochodowe. Polityka utrzymywania niskich podatków od dochodów osobistych skończyła się w końcu XIX wieku. Wzrost podatku (do ok. 10%) po 1890 roku spowodowany był wzrostem wydatków na cele socjalne natomiast pierwsza wojna światowa wymusiła podatki powyżej 5 s. od funta dochodów (tzn. powyżej 25%). W 1918 roku stopa podatkowa osiągnęła poziom 30%. Łącznie z dodatkowymi opodatkowaniami dochodów (np. podatek od nadmiernego zysku) przychody państwa w 1918 roku z tytułu podatku dochodowego były 17 razy większe niż w 1905 roku. Wbrew wcześniejszym obietnicom, po wojnie rząd nie obniżył podatków do poziomu sprzed wojny (1 s.) zamiast tego ustalono go na poziomie 20% (tj. 4 s. od funta). By przynajmniej stworzyć pozory chęci rządu do zniesienia podatku, w 1920 roku powołano Komisję Królewska (Royal Commission), która jednak po burzliwych obradach utrzymała podatki od dochodów. Początkowo, w okresie międzywojennym, podatki te wzrosły do poziomu 25-30% by jeszcze bardziej wzrosnąć w czasie II wojny światowej, najpierw do 40% a potem nawet do 50% (10 s. od funta). Podatek ten w niewielkim stopniu (do ok. 45%) został zmniejszony po wojnie. W 1944 roku wprowadzono nowy system płacenia podatku. Zamiast płacenia go raz w roku lub dwa razy do roku pracodawcy odprowadzali odpowiednią kwotę podatku w momencie wypłaty (Pay tax As You Earn – PAYE). W XX wieku stale obniżano
    próg płacenia podatku, co naturalnie powodowało wzrost liczby płatników tego podatku. W XIX wieku podatki płaciło co najwyżej kilka procent społeczeństwa brytyjskiego, w 1930 roku podatki te płaciło 22%, w 1944 roku ponad 30%, a obecnie już prawie wszyscy pracujący (tj. ok. 50% społeczeństwa).

    Interesujące jest to, że z formalnego punktu widzenia, Brytyjczycy nadal traktują podatek dochodowy jako podatek czasowy. Co roku prawa do poboru tego podatku wygasają 5 kwietnia, w związku z tym Parlament musi corocznie wpisywać je do prawa finansowego (Financial Act). Przez cztery miesiące, kiedy to Financial Act uprawomocnia się, pobór podatku dokonywany jest na podstawie tymczasowej ustawy o poborze podatku (Provisional Collection of Taxes Act) z 1913 roku.

    Jeżeli chodzi o Stany Zjednoczone Ameryki to po raz pierwszy przymierzano się do wprowadzenia tego podatku w roku 1812, wzorowano się wtedy na prawie brytyjskim z 17984 rok. Ustalono nawet stawki na poziomie 8 i 10 procent (odpowiednio dla dochodów powyżej 60 funtów i powyżej 200 funtów). Prace były już na ukończeniu w 1814 roku ale po podpisaniu pokoju w Ghent w 1815 roku, znikła potrzeba wprowadzenia tego podatku i z niego zrezygnowano. Kolejna próba, ale już zakończona ‘sukcesem’, dokonana została przez prezydenta Abrahama Lincolna. Podobnie jak w przypadku Wielkiej Brytanii podatek ten, wprowadzony został po to by sfinansować działania wojenne (wojnę domową w Stanach).

    Presja czasu uniemożliwiła dłuższą dyskusję o zasadności wprowadzenia tego podatku. Prawo podatkowe zostało podpisane przez prezydenta Lincolna 1 lipca 1862 roku, nakładało ono 3% podatek od dochodów powyżej 600 dolarów i 5% od dochodów powyżej 10 000 dolarów. W 1864 roku zwiększono stopy podatkowe i Amerykanie płacili pięcioprocentowy podatek od dochodów powyżej 600 dolarów, 7,5% powyżej 5000 dolarów oraz 10% od powyżej 10000 dolarów. Po wojnie ustalono podatek liniowy na poziomie 5% dla dochodów powyżej 1000 dolarów. W ostatnich trzech latach obowiązywania tego podatku, w latach 1870-72, podatek liniowy zmniejszono do 2,5% dla dochodów powyżej 2000 dolarów.

    Podatek od dochodów w latach sześćdziesiątychych XIX wieku płaciła stosunkowo niewielka liczba Amerykanów. W 1870 w USA żyło ok. 38 mln ludzi, w tym roku kwestionariusze podatkowe wypełniło 276 661 osób, czyli mniej niż 1% obywateli. Wprowadzając w życie podatek od dochodów Lincoln argumentował, że podatek ten wprowadza tylko na okres wojny, ale (jak to często bywa z działaniami rządowymi) trwał jeszcze przez 7 lat po wojnie (kongres utrzymywał, że wpływy z tego podatku potrzebne są by odbudować kraj po zniszczeniach wojennych). W 1872 roku, niechciany podatek został zlikwidowany przez prezydenta Granta w pierwszym roku po jego wyborze. Ciekawe, że ze zlikwidowaniem podatku nie zlikwidowano biurokracji. Urząd podatkowy (IRS – Internal Revenue Service) pracował niemalże jak dawniej, tym razem zbierając cła i podatki od towarów i usług. By zrekompensować straty państwa z tytułu likwidacji podatków od dochodów podnoszono sukcesywnie stawki innych podatków i ceł.

    Kolejny raz podatek od dochodów wprowadzono w 1894 roku za prezydentury Grovera Clevlanda (stawka podatkowa 2%). Podatek ten Sąd Najwyższy uznał 20 maja 1895 roku za niekonstytucyjny (co spotkało się z ostrą krytyką Demokratów). Po tym epizodzie, głosy autorytarian za wprowadzeniem podatku od dochodów pojawiły się dopiero w 1912 roku. Tym razem poczyniono kroki by zapobiec zarzutom niekonstytucyjności tego podatku wprowadzając w 1913 roku Szesnastą Poprawkę do Konstytucji, umożliwiającą Kongresowi nakładanie na obywateli amerykańskich podatków od dochodów. Jak twierdzą niektórzy badacze, poprawka ta wprowadzona została nielegalnie (np. William Benson „The Law That5 Newer Was”). Szesnasta Poprawka została ‘po cichu podpisana” i uznana za legalną (mimo nie zakończonego procesu ratyfikacji przez kolejne stany) przez Sekretarza Stanu Philandera Knoxa na kilka dni przed odejściem ze stanowiska prezydenta Williama Howarda Tafta, który w istocie nic nie zrobił by sprzyjać czy przeciwstawić się tej poprawce. Od 1913 roku IRS rozrastał się do ogromnych rozmiarów, stale poszerzając zakres możliwej ingerencji w życie obywateli amerykańskich.

    Artykuł V Konstytucji USA mówi, że do akceptacji poprawki wymagana jest ratyfikacja trzech czwartych stanów. W 1913 roku było 48 stanów zatem akceptacja wymagała ratyfikacji przez 36 stanów. W lutym 1913 roku Knox oświadczył, że poprawkę ratyfikowało 38 stanów włączając w to Kentucky, Kalifornmię i Oklahomę. W istocie w tych trzech stanach nie dokonano ratyfikacji (Kentucky odrzuciło poprawkę, Kalifornia jeszcze w tym czasie nie głosowała nad poprawka a Oklahoma tak sformułowała swoje orzeczenie nad ratyfikacja poprawki, że w istocie była za jej odrzuceniem). Analiza prawnicza dokumentów nad ratyfikacją wskazuje, że w istocie poprawka ta nigdy nie była legalnie wprowadzona.

    Obecnie toczy się dyskusja na ten temat w Stanach Zjednoczonych, ale niezależnie od tego czy sama poprawka wprowadzona została legalnie czy nie, trzeba przyjąć do wiadomości, że Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych orzekł w 1916 roku, iż wprowadzenie tego nowego podatku wynika z możliwości nałożenia przez Kongres innych podatków.

    Pierwsza wojna światowa nie sprzyjała spokojnej dyskusji nad kwestą wprowadzenia nowego podatku, rząd Stanów Zjednoczonych zaangażował się w szeroko zakrojoną akcję propagandową na rzecz tego podatku, posługując się przede wszystkim retoryką patriotyczną. Zakres poboru tego podatku stale się poszerzał i pod koniec wojny ok. 80% rodzin amerykańskich płaciło podatek dochodowy.

    S. G. Checkland omawiając rozwój gospodarczy dziewiętnastowiecznej Brytanii napisał, że „ … okres od 1815 do 1885 roku był dla Wielkiej Brytanii szczególnym okresem, w którym gospodarcza przedsiębiorczość znalazła doskonałą sposobność do rozwoju i czyniąc to doprowadzała do przekształcenia całego starego porządku społecznego”. Czy podobną opinię będą mogli wypowiedzieć przyszli historycy omawiając rozwój społeczno-gospodarczy państw uprzemysłowionych, w tym także Polski, w pierwszych dekadach XXI wieku?

    Wrocław, 10 stycznia 2003 r.

    Witold Kwaśnicki
    Instytut Nauk Ekonomicznych, Uniwersytet Wrocławski
    http://prawo.uni.wroc.pl/~kwasnicki/
    e-mail: kwasnicki@ci.pwr.wroc.pl
  • małpy @kradną
    Duda m obiecał 4 miliardy "elastycznej linii kredytowej" bez zabezpieczenia dla ludu upa-upa.
    Będzie bydło za co i na nasz koszt mordować .
  • 10 powodów dla których mafia jest lepsza od państwa...
    https://youtu.be/up_9-EoPsB8
  • Jarek K., kradnie dla sprawy.
    Jarek K., nie kradnie dla siebie, bo uważa się za uczciwego. On kradnie dla wielkiej sprawy. Jaka jest, nie wiadomo co. Ale państwo gnębiące własnych obywateli. Czyli inkarnacje Prus (gdyż na Królestwie Pruskim wzorowano przebudowę Carskiej Rosji).
    Chciałbym dodać, że ten wzorzec osłabiły bagnety rosyjskich żołnierzy w wojnie siedmioletniej (uchroniło go śmierć Carycy i wstąpienie na tron męża Katarzyny Wielkiej), a później dobiły go bagnety żołnierzy Napalona.
  • Chłopie, Ty masz nieźle zryty beret !!!
    Chłopie, co Ty za bzdury tutaj wypisujesz??? Poczytaj sobie co to jest inflacja, deflacja, co to jest PKB. I nie pisz takich bzdur.

    Pamiętaj, że prawdziwy pieniądz to PRODUKCJA. A jak chodzi o tę bzdurę co się zwie PKB, to lepiej o tym zapomnij. To jest wskaźnik wymyślony przez towarzyszy na Kremlu.

    Pozdrowienia,
    ROMAN WŁOS
    www.romanwlos.wordpress.com
  • @Kula Lis 65 17:20:29
    FACET, nie ma czegoś takiego jak Nagroda Nobla w dziedzinie ekonomii. Nobel nagradza jedynie naukowców, literatów i pokojowców, a nie półgłówków zwanych ekonomistami.
  • @ROMAN WLOS 00:20:52
    Nobel z ekonomii za badanie ubóstwa


    Szkocki ekonomista Angus Deaton został tegorocznym laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych - ogłosiła w poniedziałek w Sztokholmie Królewska Szwedzka Akademia Nauk. Wyróżniono go za "analizę konsumpcji, ubóstwa i dobrobytu".
  • @ROMAN WLOS 00:20:52
    A czymże to zasłużyłem sobie na odwiedziny wiekuistego kandydata na PREZYDENTA RP?
  • @nikander 19:13:31
    ROMAN WŁOS
    (kandydat na prezydenta RP 2020,
    dumny, bo od zawsze BEZPARTYJNY

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031