Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Dyżury administratorów Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
702 posty 7585 komentarzy

Partia50plus

nikander - Bardziej pragmatyczne niż rewolucyjne myślą wojowanie.

Nowe puka do was przedsiębiorcy

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Takie sobie pisanie starszego marzyciela.

Co powinniście wiedzieć o nowym ustroju gospodarczym Polski

(w pytaniach i odpowiedziach, taka rozmowa ducha z ciałem Józefa Kamyckiego )

 

1. Jakie są konieczne zmiany ustroju gospodarczego w Polsce.

Jeśli by ująć to hasłowo to czekają nas działania mające na celu mobilizację kapitału struk­turalnego oraz uszczelnienie Polski przed wyciekiem kapitału finansowego.

2. Co Pan rozumie pod pojęciem kapitału strukturalnego.

Najogólniej rzecz ujmując chodzi o poprawę warunków dla współdziałania przedsiębior­ców między sobą oraz przedsiębiorców ze swoimi załogami. Przejście od konfliktowego do partner­skiego modelu stosunków przemysłowych.

3. Współdziałanie to chyba skłonność indywidualna i czy są tu konieczne jakieś nowe regulacje prawne.

Tak mogłoby się wydawać. Jednak relacje gospodarcze zostały skonstruowane dla silnych. One to paraliżują kreatywność gospodarki.

4. Czy mógłby Pan podać jakieś przykłady.

Owszem. Pierwszym z nich jest kanon gospodarki liberalnej jakim jest tajemnica handlowa, drugim znana paremia prawniczavolenti non fit iniuria(temu, który się zgodził nie dzieje się krzyw­da).Na tych dwóch zasadach zbudowana jest cała nasza cywilizacjazachodnia.To wszystko ubrane jest w piękne słowa o swobodzie umów i wolnym rynku. W gruncie rzeczy chodzi o to aby tymi pięknymi hasłami przykryć bezwzględną grabież słabszych podmiotów gospodarczych. W tym du­chu wprowadzone są zasady rozrachunków przedsiębiorców w łańcuchu dostaw, w tym duchu napi­sany jest kodeks spółek handlowych, w tym duchu wprowadza się praktykę pieniężnych regulacji obrotu gospodarczego.

5.Trudno się jednak z Panem zgodzić. Przecież te zasady są stosowane powszechnie a jednak go­spodarki w niektórych krajach mają się lepiej a w niektórych gorzej. Czy nie uważa Pan, że tu jed­nak decydują czynniki kulturowe.

Owszem, czynnikikulturowe mają duże znaczenie, ale ich kształt nie bierze sięznikąd. Skłonność do współdziałania jest wypadkową gospodarczych doświadczeń lub najnormalniejszego codziennego interesu.Zatem państwo powinno ingerować w obszar dotychczas zastrzeżony dla swobody umów.Wszędzie tak gdzie to robi, gdzie staje po stronie podmiotów słabszych, gospo­darki zaczynają nabierać rumieńców.

6. Co zatem powinniśmy zrobić w Polsce?

Ech... Do zrobienia jest wiele.

7. To od czego by Pan zaczął.

Od rzeczy technicznie najprostszej i najpilniejszej. Od wydania stosownych rozporządzeń wykonawczych, aby w Polsce mogły zafunkcjonować związki gospodarcze o integracji produkto­wej.

8.Nie rozumiem. Przecież taki związek można założyć korzystając z ogólne zasady swobody umów. Przedsiębiorcy przecież mogą kształtować wzajemne stosunki na takich zasadach jakie uznają za stosowne.

To nie do końca tak. Związki gospodarcze o integracji produktowej powstają na bazie prawa o wspólnych ustaleniach umownych. Ponieważ wymagane jest tam ustanowienie wspólnej kontroli bardziej precyzyjnie jest nazywać je wielostronnymi umowami wspólnie kontrolowanymi.Jak do­tychczas polskie prawo gospodarcze nie zabezpiecza ani umów wielostronnych, ani wspólnie kon­trolowanych. To byłoby całkowite novum w polskiej przestrzeni gospodarczej.

9. Przecież takie umowy wielostronne istnieją a są to umowy konsorcjum.

Hola, hola... Umowy konsorcjum nie są umowami wielostronnymi. Chociaż występuje w nich wiele podmiotów to całe przedsięwzięcie redukowane jest do kilku, kilkunastu umów dwu­stronnych pomiędzy liderem konsorcjum a podwykonawcami. Umowy te nie są także wspólnymi ustaleniami umownymi w duchu Międzynarodowego Standardu Sprawozdawczości Finansowej nr 11 –wspólne ustalenia umowne. Nie są toteżumowy wspólnie kontrolowane, gdyż zawierane są w duchu tajemnicy handlowej i tej nieszczęsnej paremii prawniczej, że temu, który się zgodził nie dzieje się krzywda. W przeważającej większości przypadków podwykonawca godzi się na wszyst­ko, aby przeżyć i nie umrzeć z głodu.

10. Czy aż tak jednoznacznie wyklucza Pan kwestie moralności.

Nie, to system tak działa. Większość prac konsorcjanci pozyskują w drodze przetargu. Ro­botę bierze ten, kto staje się o jednego centa tańszy. Tak to działa i działa to obiektywnie, bez względu na warstwę etyczną.

11. Mówił Pan o jakichś przepisach wykonawczych. O co tu chodzi.

Trzeba by najpierw powiedzieć co to są te wielostronne umowy wspólnie kontrolowane. Je­śli ktoś zna historię „Stowarzyszeń do poszczególnych czynności handlowych na wspólny rachu­nek” z powszechnej usta­wy handlowej zaboru austro-węgierskiego ten wie o co chodzi. Wspólnicy umawiają się na korzy­ści ze wspólnego działania proporcjonalnie do poniesionych kosztów. Te koszty muszą być wykaza­ne i uzasadnione. Wspólna kontrola sprowadza się zatem do wspólnej kontroli technicznego kosztu wytworzenia u każdego ze wspólników. Kompletnie zatem wyłącza się tajemnicę handlową. Pro­dukt wspólnego działania trzeba sprzedać i po sprzedaży się rozliczyć. Tu tkwi problem: jak sprze­dać i jak się później rozliczyć. Sprzedać trzeba w trybie podobnym do sprzedaży komisowej. Póź­niej podmiot sprzedający (wytwórca końcowy lub sklep) musi poprzeno­sić na wspólników ich czę­ści w cenie sprzedaży.

12. To w czym problem? Przecież mogą to zrobić bez zmiany płatniczych obyczajów.

Nie zupełnie. Właściwe emocje scalające wszelkie działania w umowach wspólnego działa­nia osiągane są przez przyjęcie rozwiązania,że wspólnicy zaspokajani są dopiero po sprzedaży, gdyż dopiero wtedy znana jest cena jaką zaakceptował rynek. Nie można zatem prowadzić rozli­czeń z wykorzystaniem prostego łańcucha dostaw. W tym przypadku zachodzi konieczność zastoso­wania „odwróconego łańcucha płatności’.Do obsługi takich sytuacji biznesowych przewidziana jest w zaleceniach unijnych faktura VAT w wersji „samofakturowanie”. Niestety rząd nie wydał w tym celu stosownych rozporządzeń wykonawczych.

13. Jeśli przedsiębiorcy chcieliby działać razem to przecież mogą sobie założyć spółdzielnię. Jest to rozwiązanie oczywiste i stare jak świat.

Niektórzy twierdzą, że spółdzielnie „skompromitowały się za komuny” i nikt nie chce do nich wracać. Nie jest to prawda. Spółdzielnie jakie znamy, chociażby z prawa spółdzielczego, bazo­wały na koncepcji kolektywistycznej.Zatem musiał się pojawić wspólny kapitał i ociężałe organy nim zarządzające.Dlategojeśli już coś się skompromitowałoto właśnie ta kolektywistyczna kon­cepcja. Wspólne ustalenia umowne, albo jak kto woli „wielostronne umowy wspólnie kontrolowa­ne” bazują na koncepcji personalistycznej. Nie ma w nich ani złotówki wspólnego kapitału a struk­tura organizacyjna może być „lekka”i bardziej oparta o więzi nieformalne niż formalne. Każdy ze wspólników umowy wspólnego działania wykonuje i finansuje swoją część „życia produktu” od po­mysłu aż po półkę sklepową. Zatem w przypadku rolnictwa muszą w nim brać udział: broker siecio­wy, rolnik, młynarz, piekarz i sklep, a sklep to koniecznie. Na podstawie wcześniej sporządzonej kalkulacji w układzie podmiotowym każdy będzie miał swój „udział” w bochenku chleba propor­cjonalnie do swoich kosztów. To rozwiązanie ma zapewnić aby nikomu nie działa się krzywda. Cenę ustala rynek a rozrachunku dokonuje sklep po sprzedaży.

Jeśli zatem ktoś twierdzi, że w krajach ościennych bujnie rozkwita spółdzielczość, niech się temu procesowi dobrze przypatrzy. Z pewnością nie doszuka się w nich koncepcji kolektywistycznych. Są to związki gospodarcze o integracji produktowej zwane krócej klastrami.

14.I sądzi Pan że takie rozwiązanie od razu postawiłoby naszą gospodarkę na nogi?

No nie od razu. Stopniowo ale bezwzględnie i głęboko. To o czym mówię w gospodarce na­zywa się sieciowaniem przedsiębiorstw.Jak mówił były minister gospodarki Włoch Bruno Lambor­ghini „...integracja na poziomie biur musi poprzedzać integrację na poziomie warsztatów – nigdy odwrotnie...” Zatem zanim przedsiębiorcy usiądą przy stole aby debatować nad tym co mogliby zrobić razem, trzeba przedsiębiorstwa do tego przygotować. Dobre chęcimogą się bowiem skoń­czyć prostym pytaniem księgowej: no dobrze, ale jak ja mam zaksięgować 27% udziału w sprzeda­ży bigosu? Na razie ministerstwa w takich przypadkach polecają wymianę księgowej (sic!). A z mi­nisterstwami to mamy na pieńku. Istnieje tam powszechne przekonanie, że integracja produktowa jest ukrytą formąoptymalizacji podatkowej. Tymczasem jest to rozwiązanie, powszechnie stosowa­ne zwłaszcza w praktyce gospodarek dalekowschodnich. Spowodowało to daleko idące zmiany w procesach projektowania i wytwarzania. Podczas gdy nasze przedsiębiorstwa mentalnie tkwią w epoce typoszeregów daleki wschód korzysta z tzw. inteligentnej modularyzacji.

15. Jak to sobie Pan wyobraża w warunkach polskich. Nie mamy ani takiej mentalności jak Kore­ańczycy, ani prawa, ani bazy dobrych praktyk.

Powiem jeszcze, że jest gorzej.Prawo gospodarcze pisane pod dyktando możnych tego świata ma zapobiegać właśnie takim sytuacjom, w których polscy przedsiębiorcy spotykają się po to, aby pogadać o tym co nowego mogą robić razem.Boją się podniesienia polskiego kapitału strukturalnego.

16. Ciągle nie widzę jednak tej przysłowiowej wisienki na torcie, tego akordu, który przemawiałby za tą koncepcją biznesową.

Mieliśmy gospodarkę planową – było źle. Zmieniliśmy ją na gospodarkę rynkową i w polskich rę­kach zostało niewiele. Rozwiązanie o którym mówimy zbliża nas do tzw. „typu idealnegoprzedsię­biorstwaw konkurencyjnej gospodarce rynkowej” czyli do gospodarki samo-koordynującej się. Je­śli przedsiębiorcy spotykają się dopiero na rynku, to spotykają się o kilka lat za późno. Trzeba za­prosić ich do stołów negocjacyjnych. Tysięcy takich stołów w skali kraju. Trzeba wreszcie oddać gospodarkę przedsiębiorcom z tego najprostszego powodu: bo się na tym znają.

 

17. Drugie zadanie jakie Pan wymienił to uszczelnienie polski przed wyciekiem kapitału finansowe­go. Może coś na ten temat.

Tu proszę wytężyć wyobraźnie, gdyż będę mówił o zjawiskach ekonomicznych, których nie widać z poziomu gospodarstwa domowego. Aby te zjawiska dostrzec trzeba na gospodarkę spojrzeć z dalszej perspektywy.

18. Czego zatem nie widać z poziomu gospodarstwa domowego.

Z poziomu gospodarstwa domowego nie widać, że wszyscy płacimy na rzecz finansowych instytucji monetarnych tzw. podatek inflacyjny. Inflacja – wbrew powszechnemu poglądowi – nie anihiluje pieniędzy. Ona, przy już istniejącym głodzie monetarnym, tworzy nowe potrzeby pożycz­kowe. Aby ocenić wielkość tego podatku to też musimy zmienić perspektywę i popatrzeć na Polskę jako na całość. Oszacujmy to: 2% rocznej inflacji od 1.3 biliona zł (agregat monetarny M3) daje ja­kieś 26 mld zł rocznie. Wszystko zabrane bezszelestnie z kieszeni Janka, Franka i Zosi. To tyle co koszt programu 500+. Ilu ludzi to sobie uzmysławia? - prawie nikt.

Z poziomu gospodarstwa domowego nie widać także, że musimy się zapożyczyć aby wyku­pić wzrost PKB. Nasz dodatkowy pot jest przywłaszczany przez system bankowy bezszelestnie i w majestacie prawa. Tu mamy do czynienia z kradzieżą doskonałą. Nie powiem prawie doskonałą a właśnie doskonałą. Doskonałą, że względu na zerową świadomość monetarną społeczeństw. Przy wszystkich zastrzeżeniach jakie mamy do takich wskaźników jak wzrost PKB czy wzrost PNB, zwykle finansowany on jest kredytem bankowym, a społeczeństwo nie ma środków aby ten wzrost wykupić. Zatem czy mamy śmiać się czy płakać gdy sobie policzymy: 5% od 2 bilionów to jest 100 mld zł. rocznie! Im bardziej intensywniej pracujesz tym bardziej nabijasz kasę banksterom. Pytanie: ilu z nas to rozumie?

Następnie lichwa. Powszechnie akceptujemy fakt, że chęć posiadania dóbr wtedy gdy nas na nie nie stać powinna kosztować. Czy jednak powinna kosztować tak dużo. Otóż na poziomie prawie zerowym jest wiedza o tym, że stopy procentowe są obecnie podstawowym instrumentem regulują­cym wypływ pieniądza na rynek. Zwykle to wysokość lichwy kojarzy nam się z chciwością ban­ków, a nie jest to do końca prawda. W 2017 roku nasze banki zebrały 71 mld zł lichwy. Zebrały bo mu­siały aby utrzymać cel inflacyjny. Znów mam wrażenie, że mówię do ściany, że nikt tego nie ro­zumie. Oczywiście utrzymanie wtórnego obiegu pieniężnego, który jest niezbędny, kosztuje, ale kosz­tuje o jakieś 40 mld zł za dużo.

Jak sobie policzymy, to architektura monetarna polegająca na kreacji pieniądza jako opro­centowanego długu kosztuje nas około (26 + 100 + 40) 160 mld zł rocznie. Obecnie mamy taki stan: profesorowie patrząc na te cyfry nie protestują, wyborcy nie wierzą.

19. Przecież nigdzie nie jest napisane, że państwo, przedsiębiorstwa, gospodarstwa domowe powin­ny się zapożyczać.

Przestać się zapożyczać to znaczy co? - odczarować inflację, zabronić ludziom zaspokajania ich potrzeb życiowych, zabronić przedsiębiorcom produkowania ponad miarę, wstrzymać wszelkie prace nad nowymi produktami? Nonsens! Trzeba zmienić architekturę monetarną tak aby pieniądze w prawidłowy sposób oliwiły tryby gospodarki.

20. Co zatem proponujecie?

Proponujemy kontynuowanie prac nad systemem monetarnym w miejscu w którym prace nad nim przerwał laureat Nagrody Nobla Milton Friedmam.

21. Czy chodzi o koncepcję „pieniędzy z helikoptera”. Przecież ta koncepcja skompromitowała się sama.

Ta koncepcja się nie skompromitowała ale nie została dokończona. Friedman wykorzystał starą jak świat ilościową teorię pieniądza i podał bardzo praktyczny postulat: emisja przyrostowa powinna być rozproszona do gospodarki tak, aby wszystkim podmiotom gospodarczym, bez wzglę­du na układ terytorialny i branżowy stworzyć identyczne warunki regulowania płatności. Nie zapro­ponował jednak praktycznego sposobu realizacji tego postulatu.

22. Nie potrafił czy mu na to nie pozwolono?

Sądzę, że po trosze jedno i drugie. Prezydenci USA, którzy próbowali coś z tym fantem zro­bić nie kończyli najlepiej. John F. Kennedy koncepcję „srebrnego dolara” przepłacił życiem.

23. A wy się nie boicie. Czy los Kadafiego nie studzi waszych zapałów reformatorskich.

Kadafi to inny przypadek. Natomiast Kennedy popełnił zasadniczy błąd: chciał swoim spo­sobem uszczęśliwić Amerykanów zupełnie nie przygotowanych na przypływ tego szczęścia. Nie przygotował Amerykanów na to , aby w chwilach próby stanęli przy nim. Nie zrobił z FED-u we­sternowego bandyty podczas, gdy ten ostatni ciągle chodzi w aureoli tego który na ziemi wykonuje pracę Boga. W istocie, wyczarowywanie pieniędzy z powietrza zakrawa na spółkę z siłami nadprzy­rodzonymi. Ludzie ciągle mają w podświadomości pieniądz kruszcowy a to ułatwia powszechny światowy rabunek. Zatem najpierw edukacja monetarna tak, aby na barykady poszli wszyscy: od ministra po gospodynię domową.

24. Jeśli zatem, Friedman nie wiedział a Kennedy popełnił błąd to jak chcecie się z tym problemem zmierzyć.

Przede wszystkim trzeba dotrzeć do ludzi z cyframi o których wcześniej była mowa. Trzeba dotrzeć z prawdą o tym, że należy im się rekompensata za spadek wartości nabywczych posiada­nych przez nich pieniędzy na skutek inflacji, trzeba dotrzeć do nich z prawdą, że należy im się dy­widenda za wzrost PKB i o tym, że lichwa nie jest dopustem Bożym.

25. Od świadomości do użyteczności droga daleka. Co z tego, że ludzie będą wiedzieli. Za sprawą mediów społecznościowych już sporo wiedzą, jednak nie przekłada się to na jakieś konkretne ocze­kiwania.

Te oczekiwania trzeba zwerbalizować a konkretnie przetworzyć na strategię monetarną i wspierające ja instrumenty polityki pieniężnej. Taką koncepcję przygotowaliśmy. Jest nią architek­tura monetarna pieniądza suwerennego. Sięga ona głęboko w takie dokumenty jak Konstytucja RP, ustawa o NBP, założenia polityki pieniężnej.

26. Jakie zmiany powinny być wprowadzone do Konstytucji.

Żadne a co najwyżej kosmetyczne. Należy ożywić art. 227, który mówi „Centralnym ban­kiem państwa jest Narodowy Bank Polski. Przysługuje mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskie­go pieniądza”. Ta „kosmetyczna” zamiana mogłaby polegać na tym że prawo to dotyczy emisji pie­niądza bez względu na jego formę: znaków pieniężnych czy pieniądza elektronicznego. Nad kon­cepcją elektronicznego pieniądza banku centralnego pracuje wiele państw i dlaczego Polska powin­na być od nich gorsza.

27. A czy art. 220 nie przeszkadza? Przecież zabrania on finansowania budżetu przez NBP .

Wręcz przeciwnie. Jest on raczej darem opatrzności. Odbiera politykom kręcenia kiełbasek wyborczych a zatem psucia pieniądza. Istnieje inny sposób rozproszenia emisji niż przez budżet. Nikt nie zabrania nam „zaparkować” te pieniądze w gospodarce tak, aby społeczeństwo skorzystało z efektów wtórnych.

28. No dobrze. NBP wyemituje tyle ile się należy i zaparkuje te pieniądze w gospodarce. Jeśli do tego banki komercyjne będą mogły kreować pieniądz bankowy to katastrofę mamy pewną. Nie sądzi Pan?

Obecnie polityka pieniężna prowadzona jest w sytuacji nadpłynności sektora bankowego. Oznacza to, że tani pieniądz bankowy mógłby nas zalać i państwo ponosi potężne koszty aby unik­nąć takiej powodzi. Generalnie banki komercyjne powinny być pozbawione możliwości kreacji pie­niądza z wykorzystaniem mechanizmu rezerwy cząstkowej. Powinny być sprowadzone do roli port­monetek. Emisja pieniądza suwerennego i zaparkowanie go w gospodarce obniżyłaby potrzeby po­życzkowe na około 50 mld zł rocznie. Dodatkowo ludziom pozostałoby w kieszeniach około 40 mld zł rocznie z tytułu ograniczenia lichwy. Zatem głód monetarny zmniejszyłby się o około 90 mld zł. Przed zalewem nas pieniądzem bankowym mogłoby uchronić nas podwyższenie oprocentowa­nia na rynku międzybankowym. Stopa referencyjna na poziomie 10% rozwiązywałaby sprawę.

29. Jest Pan inżynierem a nie ekonomistą.Czy stanąłby Pan pod mostem podczas próby obciąże­niowej.

Tak ale pod warunkiem gdyby te pieniądze z emisji były prawidłowo zaparkowane w gospo­darce.

30. Co to znaczy „pieniądze zaparkowane w gospodarce”.

To jest właśnie to z czym nie poradził sobie Milton Friedman. Pieniądze z suwerennej emisji powinny w pierwszej kolejności odblokować zatory płatnicze w gospodarce. W tej chwili przedsię­biorcy średnio oczekują na realizacje płatności 3 miesiące i 24 dni. To jest koszmar. Aby odbloko­wać te zatory trzeba z pieniędzmi dotrzeć do wszystkich proporcjonalnie do skali ich działalności. Zatem muszę zmartwić wszystkich, którzy by chcieli z tych pieniędzy finansować jakieś konkretne projekty. Może ktoś powie, że mamy dobre doświadczenie z Korei Południowej, w której to tzw. „perswazja kredytowa” dała dobre rezultaty. Jednak odbiór społeczny tej formy „tuczenia czeboli” był nega­tywny a sam jej twórca prezydent Park Chung-hee przepłacił to życiem. Mamy lepsze roz­wiązanie.

31. Na czym ono polega.

Pewną miarą wielkości gospodarczej jest ilość zatrudnionych pracowników. Miarą na tyle dokładną że można by jej użyć do realizacji koncepcji „helicopter money”. Proponujemy zatem aby dokapitalizowywać przedsiębiorstwa proporcjonalnie do ilości zatrudnionych – to po pierwsze. Po drugie w taki sposób, aby nie doprowadzić do napięć społecznych. Zatem pieniądze w ilości wyni­kającej z podzielenia kwoty emisji przez ilość zatrudnionych byłyby przekazywane na imienne kon­ta pracownicze, których ewidencję prowadziłby Bank Gospodarstwa Krajowego. Z kolei BGK dbałby o to aby pieniądze „szły za pracownikiem”. Przy obecnych parametrach gospodarczych tzn wielkości emisji szacowanej na około 50 mld zł rocznie i ilości beneficjentów na poziomie 8 mln byłoby to około 5,5 tys. zł rocznie.

32. Kim byliby ci beneficjenci.

Przedsiębiorcy i pracownicy przedsiębiorstw sfery produkcyjnej. Oczywiście prawodawca powinien określić zasady uczestnictwa w tym programie. Byłby to niezwykle efektywny instru­ment prowadzenia polityki gospodarczej, uszlachetniania ustroju społecznego, reformy systemu emerytalnego (naturalny filar kapitałowy) oraz uszczelnienia systemu podatkowego (działalność w szarej strefie oraz tzw. optymalizacje podatkowe straciłyby swoją atrakcyjność) . Rolnicy już korzy­stają z dopłat obszarowych i powinny być one utrzymane, natomiast pracownicy sfery budżetowej powinni wiedzieć, że to państwo z podatków wyposaża im miejsca pracy i nie muszą się o nie mar­twić.

33. No dobrze, pieniądze idą za pracownikiem ale co konkretnie pracownik by z tego miał.

Pracownicy otrzymywaliby „siłę materialną” swych decyzji. Decyzja o zmianie miejsca pra­cy byłaby jednocześnie decyzją przeniesienia kapitału do przedsiębiorstw lepiej zorganizowanych lub bardziej perspektywicznych branżowo. W przypadku podjęcia decyzji o podjęciu własnej dzia­łalności gospodarczej byłby to zastrzyk kapitału. Prawo cesji majątkowej pozwalałoby także realnie pomóc dzieciom w ich gospodarczym usamodzielnieniu. Po przejściu na emeryturę pracownik mógłby o ich przeznaczeniu zadecydować według własnego uznania. Słowem poszerzyłyby się gra­nice ich wolności.

33. Kwota raczej nie poraża.

Tak, dlatego korzyści trzeba poszukiwać w efektach wtórnych. Te 5,5 tyś złotych całkowicie przeorałoby naszą gospodarkę. Dokapitalizowanie udziałów kapitałowych pracowników nie miało­by zalet pieniędzy trzymanych w banku. Kwoty te byłyby włączone do aktywów przedsiębiorstwa i funkcjonowały tam na ogólnych zasadach. Jak wiemy aktywa rzeczowe przedsiębiorstw ulegają procesom umorzenia i amortyzacji. Zatem w przypadku przejadania przedsiębiorstwa ulegałyby po­mniejszeniu a w przypadku zaciskania pasa powiększeniu.

Dodatkowo pracownicy powinni otrzymać realny wpływ na sposób wykorzystywania tych funduszy. W konsekwencji zrodziłby się nowy typ przedsiębiorstwa z kapitałem statutowym (kapi­tał wspólników założycieli) oraz pracowniczym majątkiem produkcyjnym. Jednocześnie musiałby być zmieniony sposób organizacji gremiów zarządczych. Właściciele pracowniczego majątku pro­dukcyjnego powinni otrzymać swoją ławę w radach nadzorczy a zarządzanie powinno polegać na poszukiwaniu alternatyw decyzyjnych możliwych do zaakceptowania przez te dwie strony.

Raczej jako rzeczy przyziemne dopowiem, że przedsiębiorstwa znacznie obniżyłyby koszty finansowe co zdecydowanie podniosłoby zarówno konkurencyjność na rynku jak i kształtowanie rozwoju, płac i zatrudnienia.

34.Wspomniał Pan, że mając ten instrument w garści rzad mógłby stosować politykę gospodarczą. Niektórym może przy tym stwierdzeniu zapalić się czerwona lampka. Przecież wspomniał Pan, że gospodarkę trzeba oddać przedsiębiorcom: bo się na tym znają.

Niestety, ale mamy pewne zaszłości, których powinniśmy się pozbyć.

35.Jakie to zaszłości.

Otóż po przemianie ustrojowej zachłysnęliśmy się tym co jest mało, bo miało być piękne. Istotnie: w obecnych warunkach gospodarowania samodzielna działalność gospodarcza zapewnia najlepsza „jakość życia w pracy” oraz godny prestiż społeczny. Są to wartości na tyle cenione, że wiele osób godzi się na pracę po 12 godzin dziennie przez 7 dni w tygodniu. Tymczasem – jak po­kazuje doświadczenie – właściwych efektów ekonomicznych można poszukiwać dopiero w organi­zacjach koordynujących pracę dla powyżej 50 osób. Dopiero wtedy ujawniają się efekty specjaliza­cji, skali działań, lepszego umaszynowienia oraz wypełnienia czasu pracą. Uznając fakt, że rzemio­sło od tysięcy lat rządziło się swoimi prawami, istotnym działaniem polityki gospodarczej powinno być zainicjowanie procesów przeskalowywania działalności.

36.Na siłę? Przecież przedsiębiorcom nie można zabierać prawa wyboru.

Jeśli powiedziałem, że rząd powinien zapoczątkować proces łączenia się małych, aby stworzyć coś większego, to mam na myśli działania mogące uatrakcyjnić ten proces. Widzę tu dwa działania: po pierwsze – podniesienie prestiżu społecznego z najmity do współwłaściciela w spółkach właściciel­sko-pracowniczych, po drugie – sterowanie pulą beneficjentów dywidendy produkcyjnej.

37.Na czym miałoby polegać to „sterowanie pulą beneficjentów”.

Jest to działanie związane z polityką, a więc z pewnym aspektem różnego traktowania przedsiębior­ców i należałoby go najpierw usprawiedliwić. Z planktonem gospodarczym nie zawojujemy gospo­darki zwłaszcza gospodarki innowacyjnej. Z całym szacunkiem dla indywidualnego wysiłku, nie tam trzeba upatrywać dużej produktywności, wysokich dochodów i wysokich płac. Gdybym był carem, i ode mnie by to zależało, to dywidendą produkcyjną z rozproszenia emisji objąłbym w pierwszym roku wszystkich, podnosząc stopniowo w kolejnych latach ilość zatrudnionych a bar­dziej precyzyjnie ilość osób dla których koordynowana byłaby praca w danej organizacji. Chodzi o to, aby stworzyć identyczne kryteria dla związków gospodarczych o integracji kapitałowej jak i związków gospodarczych o integracji produktowej.

38.Zatem rzemiosło byłoby pokrzywdzone?

Nie koniecznie. Skorzystałoby na efektach wtórnych. Dobrze zarabiającego pracownika dużego przedsiębiorstwa byłoby stać zapłacić nieco więcej za odmalowanie mieszkania. Trzeba pamiętać, że ten malarz ciągle miałby prawo wyboru. Dopłat obszarowych w rolnictwie nie otrzymuje każdy i też jest w tym pewien aspekt polityki gospodarczej.

Jednak carem nie jestem i w tych sprawach powinien wypowiedzieć się naród.

39. Strasznie to zawiłe i skomplikowane. Przecież można prościej: zmniejszyć przedsiębiorcom po­datki.

Tak, rozwiązania proste zwykle bywają rozwiązaniami prostackimi. Proszę sobie wyobrazić, że oto wylewa nam się te 50 mld w formie obniżenia podatków i dodatkowo te 40 mld zł z tytułu obniżenia lichwy. Argumentacja, że „gospodarka ruszy” jest dobra, ale na festiwalach partii populi­stycznych. Ruszy konsumpcja a produkcja nie nadąży. Mamy piękną katastrofę. Ruszy import, kurs walutowy poleci na łeb, na szyję i zostajemy goli w weseli. Wszystkie pieniądze skierowane na in­westycje w końcu i tak wrócą do konsumentów, ale wrócą w tym samym czasie w którym przedsię­biorcy zainwestują i przygotują powiększoną ofertę towarów i usług. Gospodarka to przede wszyst­kim efekty mnożnikowe. Warto zatem poczekać te pół roku aby otrzymać trzy razy więcej.

40. Jak Pan sądzi? Czy uda się wam tę nową doktrynę gospodarczą sprzedać w czasie kampanii wyborczej aby później o nią skutecznie zawalczyć.

Świat zwariował. W systemie demokracji fasadowej liczy się już jedynie przekaz emocjo­nalny. Możemy liczyć na to, że PiS i PO zardzewieją od wzajemnego plucia na siebie. Warto wie­rzyć w to, ze pojawi się siła polityczna, która przekaż merytoryczny przełoży na przekaż emocjo­nalny i wygra. Polska poza PiS o PO istnieje i zaczyna mieć się dobrze. Teraz najważniejsze zada­nie aby dotrzeć z tym przekazem do przedsiębiorców.

41. Może z uporem godnym lepszej sprawy: wyborca potrzebuje prostych konkretów.

Jest tajemnicą poliszynela, że tzw. „piątka Kaczyńskiego” będzie finansowana luzowaniem ilościowym (ang.quantitative easing,QE). Można chyba wierzyć posłowi Kuźmiukowi gdy pisze te słowa na swym blogu relacjonując wypowiedź Minister Czerwińskiej :

...Co więcej uznała tzw. piątkę Kaczyńskiego za fiskalny pakiet luzowania ilościowego (do tej pory takim terminem określano politykę luzowania ilościowego realizowane przez banki centralne- np. EBC, czy Amerykańską Rezerwę Federalną)...”

To musi w końcu na wierzch wypłynąć. Okaże się wtedy, że król jest nagi, że uszczelnienie watu to mit, że gospodarka kręci się nie tak jak podają publikatory. Pole do przekazu merytorycznego się poszerzy.

42. Dotykaliśmy szerokiego spectrum zagadnień. Prawdopodobnie diabeł tkwi w szczegółach. Gdzie szukać więcej.

No niestety ale nie mamy za sobą bogatego sponsora. Stać nas jedynie na działania niskobu­dżetowe i - niestety – na marną jakość. Jednak polecam:

O związkach gospodarczych o integracji produktowej.

https://www.youtube.com/watch?v=aGLNHw1FfDc&t=334s

O architekturze monetarnej takiej jaka jest

https://www.youtube.com/watch?v=v5DV93b-yLE&t=325s

O architekturze monetarnej takiej jak być powinna

https://www.youtube.com/watch?v=GBsKgvHY_cA

43. Dziękuje za rozmowę.

 

KOMENTARZE

  • Konkretnie, o co chodzi?
    "..Związki gospodarcze o integracji produktowej powstają na bazie prawa o wspólnych ustaleniach umownych. Ponieważ wymagane jest tam ustanowienie wspólnej kontroli bardziej precyzyjnie jest nazywać je wielostronnymi umowami wspólnie kontrolowanymi. Jak do­tychczas polskie prawo gospodarcze nie zabezpiecza ani umów wielostronnych, ani wspólnie kon­trolowanych. To byłoby całkowite novum w polskiej przestrzeni gospodarczej..."
    Załóżmy, że jestem właścicielem młyna. Dostarczam mąkę 40 piekarniom, one pieką z niej pieczywo i sprzedają na rynku. Chcę skorzystać z Pana opcji i założyć "związek gospodarczy o integracji podatkowej". Czyli muszę przekonać każdego z właścicieli piekarni do podpisania "umów o integracji produktowej". Załóżmy, że piekarze się zgodzili. Podpisuję z każdym z nich "umowę o integracji". 40 umów, które trzeba na bieżąco "obsługiwać" księgowo, sprawdzać poprawność naliczania kosztów, itp. Muszę zatrudnić dodatkowo co najmniej 1 osobę do rozliczania i kontrolowania umów. Każdy z piekarzy zrobi to samo, a więc wszyscy razem zatrudnią dodatkowo 40 osób! Koszty ich wynagrodzeń obciąża ceny pieczywa, które musi zdrożeć. Piekarze którzy nie bawią się w "umowy o integracji produktowej" będą piec pieczywo taniej, więc w krótkim czasie wyprą z rynku piekarzy ze "związku. I po zabawie!
    Każdy z uczestników "umowy o integracji produktowej" będzie chciał zarobić jak najwięcej- to chyba oczywiste! Będzie więc sztucznie zawyżaj swoje koszty- tak jak to robi teraz w rozliczeniach z urzędem skarbowym. I tutaj dopiero zacznie się "wojna wszystkich ze wszystkimi".
    Albo ja nie rozumiem Pańskiej koncepcji ( w takim razie proszę mi ją wytłumaczyć na podanym przykładzie młyna i piekarni), albo Pan "odleciał" .
    Prowadzę działalność gospodarczą od 35 lat, nie są mi potrzebna żadne "umowy o integracji produktowej", gdyż widzę w nich tylko zbędną biurokrację podnoszącą koszty, oraz skonfliktowania podmiotów gospodarczych które by dały się namówić na takie umowy!
    Jeśli się mylę, to proszę mnie oświecić!
  • @władek 15:01:29
    Myli się Pan
    Instruktaż jest w pierwszym podanym linku.
  • @nikander 16:08:05
    Pan wybaczy, ale link do którego mnie Pan odesłał, niczego nie tłumaczy, to bełkot.
    Koncepcja (aby zaskoczyła) musi być prosta, zrozumiała i korzystna dla osób do których jest kierowana, już na "pierwszy rzut oka". Jako przedstawiciel drobnego polskiego biznesu zapewniam Pana, że nie poświęcę ani minuty czasu na studiowanie bełkotliwie przedstawionej koncepcji. Albo "kawa na ławę" i jak "chłop krowie na granicy", albo "sobie a muzom".
    Ponawiam prośbę, na przykładzie młyna i piekarzy proszę krok po kroku wyjaśnić na czym miałyby polegać "umowy o integracji produktowej". Stwierdzenie, że "się mylę" bez wskazania na czym polega moje błędne rozumowanie, to unik przed merytoryczną dyskusją.
  • @władek 16:43:19
    Jak sobie Pan to wyobraża? Sam MSSF ma 37 stron formatu A4. Jeśli nie masz Pan czasu to trudno. Ja też nie mam.
  • @nikander 17:05:10
    Koncepcja które jest zawarta na 37 stronach formatu A4 i nie da się jej wyjaśnić w kilku zdaniach nie jest warta funta kłaków! To po prostu "ściema" mająca odwrócić uwagę od istotnych problemów polskiego biznesu.
    Ustawa Wilczka która dała impuls do gigantycznego rozwoju polskiego biznesu zawierała kilka istotnych ustaleń, które można opisać w kilku zdaniach.
    Polsce nie są potrzebne jakieś wydumane przez brukselskich biurokratów, księżycowe "chocki, klocki". Polski biznes aby się dynamicznie rozwijał potrzebuje na początek:
    1. Jeden podatek, łatwy w obliczeniu dla firmy i tani w poborze dla fiskusa. Takim podatkiem jest podatek obrotowy. Może też być VAT o jednej stawce dla wszystkich wyrobów, bez żadnych odliczeń, bo to rodzi złodziejstwo na niewyobrażalną skalę. (bez możliwości odliczeń byłby to faktycznie podatek obrotowy, zachowanie nazwy VAT byłoby wskazane dla zmylenia UE)
    2. Sprawny wymiar sprawiedliwości, oparty na losowanych do każdej sprawy ławie przysięgłych. O winie powinna decydować ława przysięgłych, a nie sędzia! Każdy niekarany sądownie obywatel mógłby zostać członkiem ławy przysięgłych gdyby został wylosowany.
    3. Dobrowolność udziału pracowników w systemach emerytalnych i zdrowotnych.
    4. Stawka podatku powinna być na tyle niska aby zapewnić ludziom godziwe życie. Ten postulat wymaga "taniego państwa" i racjonalnych wydatków z budżetu.
    5. Stabilne prawo gospodarcze.
    Na początek to wystarczy i da impuls do rozwoju biznesu stokroć silniejszy niż ustawa Wilczka.
    Jakieś "umowy o integracji produktowej" to mieszanie herbaty bez cukru w nadziei, że od samego mieszania zrobi się słodka.
  • @władek 18:56:14
    A czy ktoś Pana zmuszał aby korzystać z tej nowej koncepcji biznesowej? Są tacy, którym jest wręcz niezbędna. To jest rozwiązanie dla moralnej elity. Wolny wybór. Po co od razy łamać krzesła.
  • @nikander 19:29:12
    Bardzo Panu dziękuję za wyczerpujące wyjaśnienie!
  • Autor
    "Pierwszym z nich jest kanon gospodarki liberalnej jakim jest tajemnica handlowa, drugim znana paremia prawnicza volenti non fit iniuria (temu, który się zgodził nie dzieje się krzyw­da). Na tych dwóch zasadach zbudowana jest cała nasza cywilizacja łacińska. To wszystko ubrane jest w piękne słowa o swobodzie umów i wolnym rynku".

    Myślę że to to zbyt szeroka interpretacja, raczej przedchrześcijańska. Cywilizacja łacińska to i prawo sprawiedliwe, i umowy sprawiedliwe, obustronne, to wolność nie zniewalająca i zrównoważona odpowiedzialnością za skutki widziane dalekowzrocznie, a nie tylko prawniczo, czyli wstecznie.

    Temu, który się zgodził nie powinna dziać się krzyw­da, a nie że się nie dzieje z automatu. Mam gdzieś notatki pod notkę na ten temat, może ją wkrótce opublikuję.

    Poza tym te "swoboda umów" i "wolny rynek" są już z innej epoki. Korporacjonizm-syjonizm-globalizm już mają je za nic, wprowadzają wszystko po faszystowsku i prawem kaduka odgórnie regulowane pod korzyści "wybranych", i wymuszane siłą państwa terrorystycznego wyrwanego spod moralnej kontroli władzy zwierzchniej Narodu którego Państwo jest własnością i dobrem wspólnym.
  • @miarka 21:04:49
    Dziękuje za za uwagę. Chodziło mi o cywilizację zachodnia a nie łacińska. Już poprawiam.
  • Autor
    "8. Związki gospodarcze o integracji produktowej powstają na bazie prawa o wspólnych ustaleniach umownych. Ponieważ wymagane jest tam ustanowienie wspólnej kontroli bardziej precyzyjnie jest nazywać je wielostronnymi umowami wspólnie kontrolowanymi. Jak do­tychczas polskie prawo gospodarcze nie zabezpiecza ani umów wielostronnych, ani wspólnie kon­trolowanych. To byłoby całkowite novum w polskiej przestrzeni gospodarczej."

    Może u nas novum, ale sama istota umowy wzajemnej jest powszechnie znana jako dwustronna i uczciwa oraz celowa.
    Kto to praktykuje ten wie, że ten cel to jest istota łaski - tylko że tu łaski wzajemnej.
    Łaska jest otwarciem się na kogoś w intencji pomocy mu w osiągnięciu celu jednakowo rozumianego, ale wymaga kontroli łaskawcy w całym procesie dochodzenia do celu, kontroli poczynań tego co z tej łaski korzysta i kontroli postępów dzieła przy uczciwej współpracy tego, kto z łaski korzysta.
    W razie problemów łaskawca może cofać swoją łaskę, a udzielać innej, przy której cel może być osiągany niezawodniej, szybciej,lepiej, czy taniej. Tak samo robi i drugi łaskawca.

    W przedmiotowej sprawie jest tylko tych łaskawców więcej, ale zasada jest ta sama.
    W umowie dwustronnej też zachodzą relacje między dwoma łaskawcami, że potrafią całkiem zrenegocjować umowę co do warunków udziału stron, kolejności i zakresu działań, a więc i ich wkładu w dzieło.
    W umowach wielostronnych wysiłek negocjacyjny jest dużo większy, bo oprócz zwiększonej ilości relacji dwustronnych, wchodzą w rachubę i wielokrotne.

    Pracowałem na budowie (na Zachodzie) gdzie był projekt ramowy i wielu podwykonawców oraz projektanci specjalistyczni wprowadzający do projektu poprawki w miarę postępu robót. Zmiany wymagały negocjacji, ale robota pomykała, a bez tej organizacji zrobienie dobrego projektu chyba by było niemożliwe. To właśnie ta sytuacja.

    Co do oporów w Polsce to chyba tylko wygoda fiskusa, który by chciał mieć relację z każdą firmą z osobna, czyli i z łatwością kontroli, i z naliczaniem zysków na każdym etapie, a więc i mnożeniem "wartości dodanej", a więc i ogólnej kwoty podatków, a nadto z niechęcią do uwzględnienia pracy twórczej organizacyjnie szefów i projektantów, narzędziowców, zaopatrzeniowców itp. - Słowem US chce okradać i tych organizatorów i inwestorów.
  • Autor
    "10. Czy aż tak jednoznacznie wyklucza Pan kwestie moralności.

    Nie, to system tak działa. Większość prac konsorcjanci pozyskują w drodze przetargu. Ro­botę bierze ten, kto staje się o jednego centa tańszy. Tak to działa i działa to obiektywnie, bez względu na warstwę etyczną".

    Aż tak źle to nie ma. Przetargi mają wiele kryteriów. Oczywiście praktyka zmierza ku wysokiemu punktowaniu kryterium cenowego.
    Jednak równie dobrze ci co ogłaszają przetarg nie tylko mogą najwyżej punktować kryteria moralne, ale i powinni.
  • Autor
    "25. A czy art. 220 nie przeszkadza?... Jest on raczej darem opaczności".

    Literówka, bo są dwa słowa które tak samo się wymawia, ale pisze inaczej.

    Warto zwrócić uwagę nawet w tak poważnej dyskusji, bo literówka dość rozpowszechniona. Chodzi o "Opatrzność" i "Opaczność".

    "Opatrzność" dotyczy tego co dobrze "opatrzone", dobrze widziane, ale i dopatrzone, przypilnowane na czas (ktoś coś zrobił "opatrznie", czy "nieopatrznie" wpakował się w problemy, bo nie zauważył czegoś).
    "Opaczność" jest od "opaczne", czyli "na opak".
  • Autor
    "Warto wie­rzyć w to, ze pojawi się siła polityczna, która przekaż merytoryczny przełoży na przekaż emocjo­nalny i wygra."

    Też literówka, ale sprostowanie jest ważne bo niektórzy mogą nie zrozumieć.
    Chodzi o "Przełożyć" i "Przedłożyć".

    - "Przełożyć to przetłumaczyć" - tłumaczenie tu by miało być z języka swojego, "merytorycznego" tej nowej siły politycznej na "język emocjonalny" czyli język propagandowy, którym operują zwłaszcza PO i PiS. Nawet jakby się to przetłumaczyć dało, to efekt bez wytrzeźwienia odbiorców propagandy byłby marny.
    - "Przedłożyć", "Przedkładać" to tyle co preferować, uznawać za ważniejsze, wybierać. - Tu w praktyce: "trafi do społeczeństwa z argumentami merytorycznymi i spowoduje uznanie ich za ważniejsze jak oszukańczy przekaz emocjonalny PO i PiS".

    Zdanie po kosmetyce by więc było zapisane jako:
    "Warto wie­rzyć w to, ze pojawi się siła polityczna, która przekaz merytoryczny przedłoży nad przekaz emocjo­nalny i wygra."
  • @władek 19:47:21
    Pan się zniechęca bo oczekuje jakiejś cudownej recepty, a nie zacznie od stwierdzenia czy to rozwiązanie może Pana powiedzmy "młyna" i tych "piekarni" dotyczyć.
    Sama nazwa już mówi o tym żeby był "wspólny produkt", a "produkcja zintegrowana między zróżnicowanymi producentami".
    Na pozór nic z tego nie będzie, bo sens jest w tym żeby produkcja była nie zintegrowana, a rozproszona, czyli blisko klienta i żeby on miał wszystko świeże, ale...

    Wyobraża Pan sobie zamiast wielu piekarni jedną wielką piekarnię przy młynie, a w niej poszczególnych piekarzy piekących to co ma najlepszą renomę i kalkulację - jeden rogaliki, drugi kajzerki, trzeci razowiec... Odbiorcy by mieli transport od różnych producentów zintegrowany, a piekarze by byli wolni od problemów z transportem. Wiele wspólnych spraw narzędziowych czy zaopatrzeniowych oraz socjalnych czy bhp też by było zintegrowanych, na pewno i fizycznych pracowników by było trzeba mniej, bo nie wszyscy by byli potrzebni naraz, a aktualnie wolni piekarze mogli by coś robić w młynie i na odwrót.
    W dużym mieście to by i miało sens.

    (Można by i robić częściową centralizację produkcji, czyli niektórzy by pozostali w starej lokalizacji, ale swoje umówione produkty przywozili o umówionej godzinie do piekarni centralnej, skąd by brali produkty innych piekarni i różne zaopatrzenie, a w ten sposób mieli ofertę szeroką i najlepszą możliwą, oraz koszty niskie, uczciwie dzielone z innymi którzy oszukać się nie dadzą, bo te sprawy znają).
  • @miarka 23:33:54
    Opisał Pan działanie klasycznej spółdzielni. One działają i mają sens na całym świecie (najlepiej działają w Niemczech). W Polsce idea spółdzielczości została skompromitowana za komuny i ma małe szanse na odrodzenie się po prawie całkowitym upadku "za Balcerowicza"
    Spółdzielczość doskonale sprawdza się w rolnictwie czego przykładem są Niemcy. Gdyby polscy chłopi wzorem niemieckich, zamiast warcholić na ulicach, zakładali spółdzielnie (przetwórcze, handlowe, bankowe, ubezpieczeniowe, itp) to pieniądze które teraz przechwytują "pośrednicy" zostałyby u nich. Dlaczego tego nie robią? Zapytał ich o to S. Michalkiewicz podczas jakiegoś spotkania. Odpowiedzieli mu, że wtedy jeden drugiego będzie oszukiwał.
    Dobrym przykładem samoorganizacji przedsiębiorców jest sieć składów budowlanych psb. Akurat psb jest spółką z o.o w której udziałowcami są firmy handlowe i produkcyjne.
    Dlaczego polskie firmy nie organizują się na wzór psb? Dlaczego rolnicy nie organizują się w spółdzielnie celowe? Ponieważ "wyszliśmy" z komuny zdemoralizowani i nikomu nie ufamy, wszędzie wietrzymy podstęp i przekonanie, że ten drugi chce nas oszukać! W tym przekonaniu utwierdza nas niezliczona ilość złodziejskich afer które pozostają bezkarne.
    Dlatego pierwszym warunkiem odrodzenia się spółdzielczości i innej samoorganizacji ludzi i firm jest uczciwy i sprawny wymiar sprawiedliwości oparty na losowanych do każdej sprawy sądowej ławy przysięgłych.
    Jeśli sądy, prokuratury i policja nie zostaną zreformowane poprzez poddanie ich społecznej kontroli (w sądach lawy przysięgłych), to eksplozja przedsiębiorczości w Polsce nigdy nie nastąpi, zaś jako społeczeństwo będziemy okradani z owoców naszej pracy w sposób bezczelny i zuchwały!
    Reforma systemu wymiaru sprawiedliwości - od tego powinno się rozpocząć naprawę III RP. Wszystko inne (w tym umowy "Pana Nikadera") to duperele!
  • @władek 08:27:06
    W swoim przekonaniu uciekałem od formy zrzeszenia spółdzielczego uprzednio różnicując podmioty, a łącząc je pod produkt, a więc nie tylko pod efekt ekonomiczny, ale i cel społeczny. I to właśnie z racji tego celu społecznego zaczyna się ich udział w budowie pieniądza suwerennego, a więc i mogą liczyć na specjalne korzyści zawarte w systemie pana nikandera.

    Spółdzielnia to według mnie to już wielość producentów tego samego rodzaju.
    Spółdzielnia tworzy jeden organizm ekonomiczny, a tu od początku do końca są firmy własne i w zakresie wspólnego produktu wzajemnie kontrolowane.
    Dobrze to wytłumaczyć chłopom to na pewno tą formę organizacyjną wybiorą, a nie spółdzielnię, którą już łatwo jest kojarzyć z "wszystkim wspólnym", a więc tak jak i niczyim, więc i rodzącym nieodpowiedzialność.
    Zresztą pisałem, że w tych warunkach nie dadzą się nikomu oszukać.


    Druga sprawa z którą się nie zgadzam, to:
    "Reforma systemu wymiaru sprawiedliwości - od tego powinno się rozpocząć naprawę III RP. Wszystko inne (w tym umowy "Pana Nikandera") to duperele".

    Ani prawo, ani "wymiar sprawiedliwości". Tu się nic nie zmieni bez uprzedniego przywrócenia trwałej bazy ideowej. A bez niej wszystko się będzie rozbijało o rozbieżne interesy.
    - Zaś "baza ideowa", czyli to co niezmienne w zasadach i służebnościach, powszechne i uniwersalne to przynajmniej sprawiedliwość (bo ona też nie istnieje sama w sobie, a dopiero wraz ze swoimi celami duchowymi), oraz jeszcze bardziej podstawowa moralność (której sprawiedliwość musi być służebną, moralność - w tym suwerenność w wymiarze całej społeczności, oraz dobrowolności członków uczestniczenia we wspólnym przedsięwzięciu).
    A właśnie w ten aspekt suwerenności jako części moralności Narodu wpasowuje się Teoria Pieniądza Suwerennego.

    Oczywiście prawdą jest, że ""wyszliśmy" z komuny zdemoralizowani i nikomu nie ufamy, wszędzie wietrzymy podstęp i przekonanie, że ten drugi chce nas oszukać!",
    wyszliśmy i z mentalnością folwarczną, krótkowzroczną, i dlatego musimy jak najpoważniej skupić się na jak najszybszym odzyskaniu suwerenności, moralności, sprawiedliwości relacji wzajemnych
    - z wolnością rozumianą jako nas nie zniewalająca, z dobrze pojmowaną łaską udzielaną innym dla wzajemnego dążenia do celu o której pisałem powyżej, a więc i z pełną kontrolą wzajemną,
    czyli z działaniem w intencji wzajemnej uczciwości i działań najpierw ideowych, z celem społecznym, szlachetnym, później (w drodze do celu i po osiągnięciu celu ideowego) interesownych już jako efekt rozliczeń.


    Sam Pan pisze:
    "Jeśli sądy, prokuratury i policja nie zostaną zreformowane poprzez poddanie ich społecznej kontroli (w sądach lawy przysięgłych), to eksplozja przedsiębiorczości w Polsce nigdy nie nastąpi, zaś jako społeczeństwo będziemy okradani z owoców naszej pracy w sposób bezczelny i zuchwały"

    A skąd się ma brać ta "społeczna kontrola" jak nie z utrwalonego przekonania o suwerenności Narodu?
    Przecież to Naród MUSI być władzą zwierzchnią nad władzami państwowymi, który NA DRODZE ŁASKI (NIE W DARZE) udziela określonych pełnomocnictw do działania w jego interesie, a więc i ta kontrola MUSI być sprawowana na bieżąco, a w razie jakiejkolwiek niekompetencji a zwłaszcza niemoralności nie tylko może ale i MUSI być odbierana, czyli i ustanawianymi mają być nowe władze państwowe i musi następować nowa organizacja sądów, prokuratur, policji itp., a skutki zła którego się poprzednicy dopuścili MUSZĄ być naprawione (nieuchronna kara to nie wszystko).
  • @miarka 12:17:05
    Polski problem polega na tym, że zarówno ja jak i Pan, Pan Nikader i dziesiątki innych zatroskanych o los ojczyzny Polaków nie mamy żadnego wpływu na to co się w Polsce dzieje! Możemy sobie pisać co kto chce "do usranej śmierci", i nic z tego dla nikogo nie wynika!
    W demokracji wygrywa ten kto ma media ogólnokrajowe oraz kasę.(a ostatecznie ten co liczy głosy). I media i kasę mają siły okrągłostołowe kontrolowane w całości przez mafię syjonistyczną. Oni też liczą głosy i urządzili Polskę tak aby uczynić z niej żerowisko dla siebie i w sposób pokojowy zmienić się tego nie da! Chyba, że stanie się jakiś cud który spowoduje zniszczenie globalnej mafii syjonistycznej, zaś Polacy będą potrafili ten cud wykorzystać! Póki co na nic takiego się nie zanosi!
    W tym "czarnym" obrazie jest też jednak pewien zasadniczy pozytyw. Globalna mafia syjonistyczna która praktycznie już przejęła kontrolę nad światem nie dopuści do nuklearnego kataklizmu, gdyż taki kataklizm pochłonie również ich samych.
    Być może warto więc taki stan rzeczy zaakceptować (ci co nie chcieli tego uczynić zostali zamordowani wraz ze swoimi narodami) , lepiej chyba być żywym niewolnikiem, niż wyparować podczas eksplozji nuklearnej!
  • @władek @miarka
    Szanowni Panowie

    Dobrze że drążycie ten temat.
    Chciałbym powiedzieć, że spółdzielczość się skompromitowała z racji jakieś tam komuny. Spółdzielczość taka jaką znamy chociażby z prawa spółdzielczego oparta jest na koncepcji kolektywistcznej. To właśnie ta koncepcja straciła atrakcyjność. Zatem jeśli mówimy o jakiejś spółdzielczości w Danii czy Niemczech to mówimy o czymś co spółdzielczością nie jest. To są klastry. Jednak ponieważ w Polsce dla klastrów używa si,ę najgłupszej z głupich definicję Michael E. Portera " skupisko firm, które ze sobą konkuruję ale i współpracują" to przytomniej jest mówić o związkach gospodarczych o integracji produktowej. Nie mają one ani grosza wspólnej własności wiec nie muszą budować ociężałych struktur do zarządzania tym wspólnym kapitałem. Są oparte o koncepcję personalistyczną.
    Przy odrobinie cierpliwości i chęci zgłębienia tematu można coś niecoś o tej nowej koncepcji biznesowej z tego filmiku dowiedzieć.
    Jednak sorry. Zbyt wiele zrobiłem w tej kwestii aby mi ktoś to nazywał duperelami. W 2005 roku zgłosiliśmy do Sejmu projekt ustawy o Klastrach przedsiębiorstw rodzinnych. O ile pamiętam numer druku sejmowego to 204. Od 2014 sprawy te reguluje MSSF nr 11 - wspólne ustalenia umowne.Byliśmy zatem o parę lat szybsi niż dziki zachód. Oczywiście nic z tego nie wyszło, ale ja mogę na swoje usprawiedliwienie powiedzieć: jednak próbowałem.
    Zatem Panie @włodek trochę moresu zanim znowu Pan wyjedzie z tymi "duperelami".
  • @władek 14:18:30
    Niech się Pan nie przejmuje. Wicepremier Gowin, też nie zrozumiał niczego: https://www.youtube.com/watch?v=dDUbLCG-Zo8
  • @władek 14:18:30
    "Polski problem polega na tym, że zarówno ja jak i Pan, Pan Nikader i dziesiątki innych zatroskanych o los ojczyzny Polaków nie mamy żadnego wpływu na to co się w Polsce dzieje! Możemy sobie pisać co kto chce "do usranej śmierci", i nic z tego dla nikogo nie wynika".

    Rzeczywiście, jak będziemy w tym przekonaniu to nic z tego nie wyniknie. Co do tego iż ilość (tu pisania) przejdzie w jakość (tu dobry skutek), to już Marks się mylił.
    Za to forum dyskusyjne dla wymiany myśli i popularyzacji wiedzy już może być jakimś początkiem.

    Poza tym do jakości pisania trzeba jeszcze dodawać aktywność na innych polach - od odbudowujących moralność Narodu, po odbudowujących życie Narodu, aktywność społeczną (tu już nikander ma znaczne osiągnięcia), ale i polityczną.


    Co do mojego pomysłu to widzę iż nikander w ostatnim komentarzu zastrzega że ma nie być wspólnej własności, a więc odpada wielka piekarnia przy młynie. Za to młynarz by musiał wybudować czy wydzielić na użytek wspólnego przedsięwzięcia ogrzewane pomieszczenie na wymianę produktów wyspecjalizowanych piekarni. Oczywiście swoje koszty z tym związane włączałby do kosztów ogólnych do podziału.
    Widzę też że poszczególne piekarnie mogły by zrezygnować z magazynów mąki.
    Przy okazji codziennej wymiany produktów braliby sobie tylko tyle mąki, ile by planowali zużyć następnego dnia. Ze świeżo zmielonej mąki jakość produktów jest najwyższa, co i klienci by docenili. Kolejne korzyści :-)
  • @miarka 22:31:21
    Ciepło, ciepło...
    Każdy ze wspólników wspólnego ustalenia umownego (wielostronnej umowy wspólnie kontrolowanej) wykonuje i finansuje swoją część procesu "życia" produktu od pomysłu do półki sklepowej. Zatem nie będzie to kooperacja tylko młynarza z piekarzem ale wszystkich: brokera sieciowego, rolnika, młynarza, piekarza i sklepu a sklep to koniecznie. Każdy ma zagwarantowany swój "udział" w cenie bochenka.
    Konieczność sporządzenia kalkulacji wyrobu w układzie podmiotowym i rozliczenie proporcjonalne do technicznego kosztu wytworzenia ma gwarantować aby nikomu nie działa się krzywda. Cenę produktu końcowego ustala rynek. Zatem umowa wspólnego działania jest "kontraktem z runkiem" czyli nie z osobą fizyczną czy prawną, ale z "bytem chimerycznym".
  • @nikander 07:00:13
    Przy obecnym systemie kooperacji gospodarczej każda firma działa na własne ryzyko. Dajmy na to sprzedaję gwoździe (których jestem producentem) stolarzowi on mi płaci i temat jest zamknięty. "Każdy sobie rzepkę skrobie". A jak będzie gdy dana firma wejdzie do wielostronnej umowy wspólnie kontrolowanej? Powiedzmy, że udział gwoździ w cenie rynkowej mebla wyprodukowanego przez stolarza wynosi 2 %. Jak rozumiem dostawca gwoździ dostanie 2% zysku powstałego po sprzedaniu mebla. PO SPRZEDANIU! Mówiąc inaczej ja jako producent gwoździ jestem uzależniony od stolarze, od tego czy on mebel sprzeda i w przyzwoitej cenie. Ryzyko ekonomiczne stolarza zostało w części przerzucone na mnie, choć na pracę stolarze nie mam żadnego wpływu! Kto o zdrowych zmysłach zgodzi się na coś takiego? A jak stolarz mebli nie sprzeda? Albo sprzeda w kiepskiej cenie? W systemie tradycyjnym to jego zmartwienie, w umowie wspólnie kontrolowanej to zmartwienie wszystkich uczestników umowy! Jeśli ja mam oprócz własnych problemów produkcyjnych myśleć o problemach kooperantów i być od nich finansowo uzależnionym (bez możliwości ingerowania w ich pracę) to trzeba nie mieć rozumu aby w coś takiego "wejść".
    Szanowny Panie Nikader, szkoda Pańskiego emeryckiego czasu, z tej mąki chleba nie będzie, a mówię to Panu ja, producent mebli z 35 letnim stażem!
  • @władek 13:04:52
    A czy nie byłoby uczciwiej powiedzieć: mnie to nie jest potrzebne, ja w to nie wchodzę. Produkcja mebli nigdy i nigdzie nie należała do gospodarki innowacyjnej. Wolna wola.
    95% gospodarki japońskiej to keiretsu. Z japońskiego oznacza to "powiązany" podobnie jak w koreańskich czebolach czy chińskich CFB-esach. Ma Pan prawo uważać ich za idiotów. Każdemu wolno.

    Hugo Steichaus powiedział kiedyś: "aby zrozumieć problemy organizacji trzeba najpierw spaść z drzewa.

    Na spotkaniu z Minister Emilewicz w tej sprawie było 7 prezesów z Doliny Lotniczej. Weź Pan kila bejsbolowego, jedź, i każdemu z osobna wybijaj z głowy.
  • @nikander 13:33:48
    A ile umów "wielostronnych wspólnie kontrolowanych" tych 7 prezesów podpisało?
    Rocznie bywam na kilkunastu przeróżnych spotkaniach biznesowych, i nigdy nic z nich nie wynika! Posiedzimy, pogadamy, kawy i koniaku popijemy, poplotkujemy, czasem obiadem poczęstują. Ktoś tam coś poględzi ("...trzeba by rzecze drugi i poziewa, przynieść więcej drzewa...") , jakąś listę obecności dadzą do podpisania (żeby urzędnik mógł kawy rozliczyć), czasem medalem kogoś odznaczą albo i odznaką "zasłużony dla..." I tak aż do następnego ważnego spotkania biznesowego z bardzo ważnym ministrem. Dlaczego na te jałowe spotkania jeździmy? Bo najczęściej organizują je w miejscowościach wczasowych, nazywają konferencją (itp), więc koszty uczestnictwa w wypoczynku można zaliczyć do "kosztów uzyskania przychodu". Innymi słowy można "powczasować się w ostatecznym rozrachunku za darmo!
    Pozdrawiam i życzę wielu umów wspólnie kontrolowanych!
  • @władek 13:04:52
    Przy takim przykładzie nic z tego nie może wyjść innego jak umowa kupna-sprzedaży.
    Druga strona nie ma nic do wniesienia w dzieło pierwszej strony, nie są od siebie uzależnione w niczym. Producent gwoździ może je sprzedać gdzie indziej, a producent mebli może gwoździe kupić gdzie indziej.

    W tym przypadku obie strony chcą być panami rynku dyktatorami ceny i innych warunków.
    To są typowe przypadki konfliktu rynku producenta i rynku klienta.
    Firmy są więc w stanie sprzeczności i o żadnej współpracy mowy nie ma. Dobrze gdy dochodzi do zawarcia umowy.

    Sytuacja by była inna, gdyby to były gwoździe unikalne produkowane tylko przez tego producenta, stosowane tylko u tego producenta mebli i pod dostarczane mu określone surowce, a nadto strony (czy któraś strona) chciała by mieć kontrolę nad tajemnicą produkcyjną tych gwoździ, czy też doboru surowca meblarskiego typowego dla nich, czy rozwiązania technicznego w łączeniu elementów za pomocą tych gwoździ.
    Tu już by były trzy strony zainteresowane współpracą produktową, gotowe od czasu do czasu wprowadzać innowacje w swoim gronie.
  • @miarka 21:42:05
    "...Druga strona nie ma nic do wniesienia w dzieło pierwszej strony, nie są od siebie uzależnione w niczym. Producent gwoździ może je sprzedać gdzie indziej, a producent mebli może gwoździe kupić gdzie indziej..."
    W polskiej gospodarce tak właśnie jest w 100 %. Dlatego też z całej tej koncepcji Nikadera nic nie będzie, między innymi z tego powodu.
    Powodów dla której koncepcja "umów wspólnie kontrolowanych" nigdy w gospodarce nie zaistnieje jest dużo więcej, o których wspomniałem w postach powyżej.
    Na coś takiego mógł wpaść tylko ktoś kto nigdy nie prowadził sam żadnego biznesu i nie ma pojęcia o realnych procesach zachodzących w gospodarce. Nie jest to zarzut pod adresem Nikadera, gdyż on tylko próbuje "zaszczepić" nie swój pomysł na polski grunt!
    Szkoda jego fatygi, ale przynajmniej ma co robić!
  • @władek 12:45:57
    ...Dlatego też z całej tej koncepcji Nikadera nic nie będzie,... bo ja ćwok od gwoździ nigdy na to nie pozwolę. Gwoździe to może robić nawet średnio inteligentny szympans.
    Mówiłem ci, że trzeba najpierw spaść z drzewa.
  • @nikander 14:51:23
    A ilu (oprócz Ciebie) już z tych drzew spadło? Może tych 7 prezesów z Doliny Lotniczej? Już podpisali umowy wspólnie kontrolowane? ...Nie słyszę! Głośniej...jeszcze nie podpisali? Jak podpiszą daj znać!
    A tak na marginesie: wszystkie Twoje posty nie zawierają żadnych uwag merytorycznych, tylko atak personalny na zasadzie: a ty jesteś głupi.
    Odnoszę wrażenie, że "wiesz, że gdzieś dzwonią, tylko nie wiesz w którym kościele".
    Kończę dyskusję z szanownym Panem, z tej dyskusji nie dowiedziałem się niczego ( Pan Miarka próbował Pana wyręczyć czym zdobył moją sympatię), stąd moje pytanie: w jakim celu pisze Pan artykuł kierowany do przedsiębiorców, a gdy jeden z nich próbuje się czegoś dowiedzieć, olewa go Pan?
  • @władek 16:39:25
    Nie rób z siebie większego idioty niż jesteś. Najpierw spróbuj coś przeczytać ze zrozumieniem. Czy stolarzowi ta umiejętność nie jest potrzebna?
    Jeszcze raz proszę: nie rób z siebie idioty większego niż jesteś.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031