Gorące tematy: Wybory 2020 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
738 postów 7784 komentarze

Partia50plus

nikander - Bardziej pragmatyczne niż rewolucyjne myślą wojowanie.

Partycypacja Pracownicza. Echa przeszłości czy perspektywa rozwoju?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

„jak zamienić szare na złote” czyli jak wzrostu produktywności szukać w sercach i umysłach, bo zabiegi nad dodatkowym wyciskaniem potu są nieskuteczne.

 

      Mógłby ktoś, komu los rodaków leży na sercu, zapytać: czy w Polsce był jakiś ruch na rzecz produktywności, wzorem Japan Productivity Centre (Japońskiego Centrum Produktywności czołowy reprezentant to Kohei Goshi), angielskiego Instytutu Tevistocka z Londynu, amerykańskiej US Civil Service Commity czy kierowanego przez Einara Thorsruda Norweskiego Instytutu Technologicznego.

      Wspólną cechą tych wszystkich ruchów, które wymieniały między sobą doświadczenia, było podniesienie dobrobytu społeczeństw drogą wzrostu produktywności gospodarki. Łączyły działalność teoretyczną z konkretnymi wdrożeniami.

 

     Ponieważ były to lata 70-e ubiegłego wieku, to jedyna ścieżka wzrostu dobrobytu wiodła poprzez zakasanie rękawów. Banki – używając sformułowań często używanych przez Gronkiewicz-Walcową – nie „pomnażały pieniędzy” jak FED, który dostał ostatnio „zielonej sraczki”. Zasadniczym problemem było „jak zamienić szare na złote” czyli jak wzrostu produktywności szukać w sercach i umysłach, bo zabiegi nad dodatkowym wyciskaniem potu były nieskuteczne.

 

     Ponieważ ćwierć wieku temu te koncepcje były mi bliskie, zacząłem poszukiwania czy po ludziach, którzy w te klocki się w Polsce bawili coś zostało, czy pokrył je czas i niepamięć. Eureka! W artykuleRafała Górskiego "Historia i teraźniejszość samorządności pracowniczej w Polsce" http://biblioteka-poznanska.bzzz.net/gorski_historiaznalazłem krótką wzmiankę: „...Dopiero trzy lata później w środowisku niezwiązanym z opozycją polityczną pojawił się pomysł budowania legalnych form samorządności w oparciu o poszczególne stanowiska pracy, brygady i wydziały zakładów pracy. Inicjatorami powoływania „innowacyjnych grup partnerskich” byli od 1984 inżynierowie i robotnicy związani z siecią Robotniczych Stowarzyszeń Twórców Kultury(52). Poparcie ówczesnych władz udzielone tworzeniu samorządnych brygad wiązało się z uzyskiwanymi w ten sposób dobrymi wynikami gospodarczymi - wydajność pracy rosła zwykle o 50 procent (53) - pomimo nieadekwatności tych demokratycznych rozwiązań do istniejącego scentralizowanego systemu gospodarki...

 

      Byłem jednym z tych, którzy doskonale zdawali sobie sprawę z „nieadekwatności tych demokratycznych rozwiązań do istniejącego scentralizowanego systemu gospodarki”jednak uważałem, że nie było stratą czasu dokonywanie próby zastosowania pomysłów Nel-Breuninga z jego partycypacją polityczna (rada nadzorcza typu MONTAN), pomysłów Rensisa Likerta z jego „oddziaływaniem krótkim i bezpośrednim” (teoria ogniw łączących Likerta), Eltona Mayo z jego partycypacyjnym stylem kierowania, koncepcjami Einara Thorsruda z jego partnerskimi grupami autonomicznymi, z uwłaszczeniem na pracowniczym majątku produkcyjnym. Wszystko miało być osadzone w finansowych realiach wewnętrznego rozrachunku gospodarczego, aby rozbić „solidarne poczucie bezpieczeństwa w bylejakości”. Powstała całkiem spójna koncepcja przedsiębiorstwa w której własność kapitału statutowego nie odgrywała większej roli.

 

     Szukając materiałów o moich nauczycielach z tamtego okresu, w artykule poświęconym pamięci Einara Thorsruda znalazłem ciekawą wzmiankę ze spotkania specjalistów z Vovo ze specjalistami z Toyoty: „In 1987, at a time when Volvo was planning the Uddevalla factory with the goal of the worker as craftsman building a whole car, I travelled to Japan with a group of Volvo production managers. At Toyota, a supervisor took me to his office where the wall was covered with papers filled with handwritten Japanese characters. I asked what they were and was told they were ideas for improvement by workers. I asked, "How many ideas do you get on the average." He pointed to a chart: "48 ideas per worker per year." "And how many of those do you use?" I asked. "80 percent," he answered. I could hardly believe it, almost an idea per week. He said, "I have been to your factories and you have a different view of ideas than we do...” http://www.maccoby.com/Articles/WHWLAP.shtml  W największym skrócie : autor artykułu otrzymał kartkę napisaną odręcznym pismem japońskim, że w Toyocie – w tym czasie - osiągnięto 48 wniosków innowacyjnych na jednego pracownika w ciągu roku. 80% tych wniosków zostało wykorzystanych. Długo nie mógł tego zrozumieć.

 

A czy Ty Szanowny Czytelniku coś z tego rozumiesz?

 

No cóż. Inżynierowie nie wpinali Matki Boskiej w klapę... Pieniądze gdzieś były, tylko rząd je gdzieś schował. Za przewodem (nomen omen) pewnego elektryka naród intensywnie je poszukiwał.

 

ps.

 

Panie profesorze Stanisławie Rudolfie. Zapożyczyłem od Pana tytułu dla tej notki. Lepszy nie przyszedł mi do głowy.

 

KOMENTARZE

  • @all
    Przez dwa dni będę poza internetem. Proszę wybaczyć, że nie będę w stanie komentować.

    Pozdrawiam
  • @Autor
    Ta historia uświadomiła mi, dlaczego komunizm musiał w Polsce upaść.
    W oparciu o nowoczesne technologie kupione przez nie mogła się rozwinąć produkcja o konkurencyjnej jakości bez opisanych zmian organizacyjnych.
    Jednak te zmiany nie są odpowiednie dla wielu tradycyjnych branż. Nie może być takiej samej organizacji w biurze projektowym, fabryce elektroniki, cementowni i kopalni. Tymczasem w socjalizmie zawsze próbowano zbudować rozwiązania dla wszystkich. Te ruchy reformatorskie które opisujesz także stosowały zasadę uniwersalności. Niestety, ta mentalność pozostała u nas do dzisiaj. W tym duchu zreformowali nas ludzie ze styropianu (tyle, że jeśli ma się styropian zamiast mózgu, to ta "uniwersalna metoda" musiała polegać na stwierdzeniu: a niech sobie to wszystko w ch*j zabiorą ci, co potrafią).
    Ta sama mentalność kierowała reformatorów Buzka i ona napędza obecne próby "naprawy". Kiedyś czytałem tekst na temat przedsiębiorczości społecznej w Niemczech. To co mnie naprawdę zdumiało, to była wieka różnorodność powstających oddolnie struktur. U nas towarzysz Hausner ma komisję, która zamierza ustalić jak to ma być.
  • @Jerzy Wawro
    "...Nie może być takiej samej organizacji w biurze projektowym, fabryce elektroniki, cementowni i kopalni..."

    Święta prawda i proszę mi wierzyć, że przeświadczenie, że "tylko różnorodność może być lekarstwem na różnorodność" było naszym świętym przykazaniem. Co więcej, twierdziliśmy, oraz dalej pozostaję przy tym zdaniu, że partycypacja pracownicza nie jest dla wszystkich. Niektórym mogłaby wyrządzić krzywdę (niebezpieczeństwo "terroru grupy") i dla nich przedsiębiorstwo "paternalistyczne" byłoby lepszą alternatywą.

    Moim zdaniem z tej inicjatywy wyszło niewiele z następujących powodów:
    - ruch był "oddolny", słaby finansowo, bez kasy na szerszą akcję promocyjną. Ileż można robić za swoje marne pieniądze?
    - to rzekome wsparcie struktur partyjnych dotyczyło jedynie rozwiązań na najniższym szczeblu czyli brygad. Wejście z koncepcja "spinek Likerta" naruszało żywotne interesy partyjno administracyjnej koterii, Naruszało bowiem święte prawa partyjnej nomenklatury. Władza nie mogła sobie pozwolić na rezygnacje z obsady stanowisk. Wiem coś o tym.
    - polska inteligencja jak zwykle zawiodła. Pisała tylko to co można było sprzedać. Jak zwykle.
    - nie uzyskaliśmy żadnej pomocy ze strony środowisk katolickich na które liczyliśmy a wręcz przeciwnie. Dalej uważam, że bez zaangażowania się koscioła w Polsce żaden poważniejszy projekt społeczny ma marne szanse powodzenia.

    Jednak dalej zostaje otwarte pytanie: czy to echo przeszłości tylko czy szansa na przyszłość?
  • @nikander
    1. Przecież to były czasy komuny! Nie wiem, czy wtedy nawet znano pojęcie "akcja promocyjna"? Przyszedł prikaz, to się wykonywało.
    2. Moim zdaniem nie tylko partia stała na drodze rozwoju "spinek Likerta".
    To jest coś zupełnie obcego naturze Polaków.
    3. Bez zaangażowania Kościoła zostały wykonane reformy Buzka. Mniejsza o ich jakość - ale z pewnością nie był to mały projekt.
    4. Szansa na przyszłość to będzie pod warunkiem, że siły przejmujące Polskę we władanie będą miały takie życzenie. Polacy sami z siebie tego nie zrobią. Wdrożenie e-myta przekonało mnie ostatecznie, że należę do narodu debili.
    Ciekawa informacja:
    http://www.rp.pl/artykul/692745-Wakacje-z-TIR-ami.html
  • @Jerzy Wawro
    "...Przyszedł prikaz, to się wykonywało..." raczej: przyszedł prikaz to się sabotowało"

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930