Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
602 posty 7010 komentarzy

Partia50plus

nikander - Bardziej pragmatyczne niż rewolucyjne myślą wojowanie.

W czasie świąt zamieńcie ekonomistę na inżyniera.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Uśmiechnij się. Świat idzie w dobrym kierunku. Chyba nie będziemy musieli pożyczać Włochom i Grekom. EBC sobie te pieniądze wydrukuje. Niech to Wam przyświeca podczas Świąt spokojnych i beztroskich.

 

      Stojąc kiedyś na koronie zapory wodnej w Solinie wdałem się w dyskusję z moim przyjacielem fizykiem (nauczycielem akademickim) na temat zalety elektrowni szczytowo – pompowej. Jak zapewne państwu wiadomo, elektrownia taka włączana jest w okresie szczytowego zapotrzebowania na energię a w „dolinie nocnej” z powrotem tłoczy wodę ze zbiornika dolnego (myczkowieckiego) do górnego (solińskiego). Mój przyjaciel fizyk, powołując się na wszystkie prawa fizyki, nijak nie mógł zrozumieć, że jest to zabieg opłacalny. Na nic zdawały się moje tłumaczenia, że turbozespół elektrowni konwencjonalnej (opalany węglem) tak ma, że największą sprawność uzyskuje wtedy, gdy pracują z mocą znamionową czyli taka na jaką został zaprojektowany i warto go dociążyć w „dolinie nocnej”, bo summa summarum i tak wychodzi się na plus. Przyjaciel fizyk widział inne rozwiązanie: miej hajcować pod kotłem i zaoszczędzi się węgla... Dyskusja weszła na tak wysoki poziom, że musiały zareagować towarzyszące nam dziewczyny i zrobiły to skutecznie. Dlaczego to wspominam. Otóż ani fizykom, ani tym bardziej wolnorynkowym ekonomistom, nijak nie można wytłumaczyć co to jest SPRAWNOŚĆ i w jakich warunkach jest ona największa. Dla inżyniera ta „sprawność” jest prawie bożkiem. Ale jaki to ma związek z gospodarką? - ano ma.

 

      Jak czytam tu na NE wypociny niektórych uznanych ekonomistów na temat destrukcyjnego wpływu obciążeń fiskalnych na funkcjonowanie gospodarki, to przypomina mi się mój przyjaciel fizyk z listą wszelkiego rodzaju praw przyrody pod sufitką.

 

      Otóż nasi wolnorynkowcy & wolnościowcy czytając książki z epoki Adama Smitha jakoś nie mogą dostrzec, że to nie ręce „rzeźnika, piwowara i piekarza” wytwarzają dochód, ale mają potężnego konkurenta jakim jest kapitał i jego praca. Pojęcie „pracy kapitału” wprowadził do dyskursu ekonomicznego amerykański filozof Mortimer Adler. Dostrzegł on bowiem, że skutkiem dokonującego się postępu technologicznego praca ludzka ma coraz mniejsze znaczenie, a decyduje kapitał, przy pomocy którego nabywa się zautomatyzowane linie produkcyjne lub maszyny potężnej wydajności. Z tymi zautomatyzowanymi liniami produkcyjnymi jest tak, że pracują najefektywniej gdy są obciążone do ich „mocy znamionowej”.

      Jest jednak problem z górami produktów, które wytwarzają, w sytuacji w której wykluczają one pracowników z procesu podziału? Mortimer dostrzegł, że przeciwdziałanie konsumpcyjnemu wykluczeniu zawsze się opłaca, bo gospodarka osiąga większa sprawność i „summa summarum” wychodzimy na plus, tak jak z tym prądem w Solinie. Dlaczego na ten fakt zwrócił filozof a nie ekonomista? Ano dlatego, ze przeciętny ekonomista jest idiotą, a ekonomista wolnorynkowiec i z bizantyjskimi ozdobnikami przed imieniem i nazwiskiem musi być idiota do kwadratu. Jednak są jakieś przebłyski zdrowego myślenia.

 

      Przeciwdziałanie konsumpcyjnemu wykluczeniu można uskuteczniać na dwa sposoby: za brama fabryczną poprzez finansowe formy partycypacji pracowniczej w zyskach z pracy kapitału, albo przez budżet zwiększając podatki. Jako „trzeciodrogowiec” jestem zwolennikiem pierwszego rozwiązania, ale zapora „egoizmu klasowego” w Polsce jest – zdaję się – nie do pokonania. Pozostaje drugie rozwiązanie i tu zaczęły się dziać rzeczy Ciekawe.

 

Otóż nie tak dawno FED zaczął intensywnie drukować dolce. Mówiło się o „zielonej sraczce FED” i miało spowodować to hiperinflację. I co? - i nic.

Za namową FED EBC kilka dni temu dokonał emisji pierwotnej na rzecz banków komercyjnych strefy euro walorów na sumę szacowaną łącznie na 720 mld Euro. I co? - i nic.

 

      Coś się zatem musiało stać z prawem Locke'a Ricardo, że inflacja nie chce skakać do góry. Otóż wydaje mi się, że w Ameryce ekonomistów zastąpiono inżynierami, że może do głosu doszli zwolennicy „sprawności gospodarczej”. Coś bowiem funkcjonuje w tej architekturze finansowej źle, bo mocom produkcyjnym wykorzystywanym zaledwie w 70-ciu procentach towarzyszy nędza ludności.

      Odkrycie jest banalnie proste: skoro strona podażowa dóbr wykazuje duże rezerwy produkcyjne to stronę popytową można zwiększyć dodrukiem pieniądza i to bezkarnie!. Na naszych oczach umiera pieniądz jako środek gromadzenia skarbu i rodzi się pieniądz jako środek wymiany.

 

      Pozostaje jeszcze tylko jedno pytanie: po co do tego „wstrzykiwania” pieniędzy do gospodarki angażować banki? Przecież dodatkową emisję pieniądza można zrobić przez budżet!. Tu też pojawia się aspekt sprawności i mam nadzieję, że ktoś znowu ekonomistów na inżynierów zamieni.

 

Ps.

 

Uśmiechnij się. Świat idzie w dobrym kierunku. Chyba nie będziemy musieli pożyczać Włochom i Grekom. EBC sobie te pieniądze wydrukuje. Niech to Wam przyświeca podczas Świąt spokojnych i beztroskich.

 

KOMENTARZE

  • ręce opadają - tak, znowu...
    > EBC kilka dni temu dokonał emisji pierwotnej na rzecz banków
    > komercyjnych strefy euro walorów na sumę szacowaną łącznie
    > na 720 mld Euro. I co? - i nic.
    > Coś się zatem musiało stać z prawem Locke'a Ricardo,
    > że inflacja nie chce skakać do góry.

    Poleciał Pan po całości! :)
    Tzn. całkowicie odsłonił Pan dziury w swoim rozumowaniu - a są one ogromne.

    Jeśli dobrze Pana zrozumiałem - to uznał Pan, że skoro po KILKU DNIACH od "dodrukowania pieniędzy" nie widać skutków inflacji (wzrostu cen) - to znaczy, że tych skutków nie bedzie w ogóle, czy tak?

    Przecież ten proces TRWA MIESIĄCAMI !!!
    Co Panu do głowy strzeliło, żeby spodziewać się, że można zaobserwować procesy trwające miesiącami w kilka dni??!!??!!

    Jak Pan chce zaobserwować powtarzalność 4 pór roku w jeden tydzień??!!??!

    A co do konkluzji:
    > Przecież dodatkową emisję pieniądza można zrobić przez budżet!

    Jest Pan coraz bliżej "teorii normalności" - może jest więc szansa, że ludzie ją kiedyś zrozumieją dla wojego dobra - cieszy mnie to oczywiście ;)
  • @Freedom
    Spoko o tę inflacje. Popatrz na kurs USD. To "i nic" odnosi się do samego procesy podjęcia tej decyzji. Coś co było niemożliwe stało się możliwe. Upadek mitu albo coś jeszcze więcej.
  • @nikander
    Proszę zwrócić uwagę na fakt, że rezerwy walutowe Chin w przeciągu 3 ostatnich lat wzrosły o 1500 miliardów dolarów. Te pieniądze zostały ściągnięte z rynku przez Chiny. Jeśli Chiny zdecydują się wzmocnić swoją walutę lub ją urynkowić, to inflacja w USA skoczy. Co gorsza, skoczy w momencie, w którym gospodarka będzie w bardzo złej kondycji. O to się ciska Obama, bo pomysł by "uleczyć" gospodarkę poprzez dodruk pieniądza spalił na panewce. Gdyby wywołać inflację na dolarze w latach 2009-2011 to może udałby się żeby gospodarka USA wróciła na ścieżkę rozwoju (takie elektrowstrząsy) jeśli inflacja się dopiero zacznie (bo Chiny przestaną gromadzić rezerwy (albo je zmniejszą) to będzie miała charakter hiperinflacyjny (nadmiaru pieniądza nie będzie miała jak skompensować rosnąca gospodarka).
  • @nikander
    Innymi słowy gdyby nie interwencja Chin, USA miałyby inflację od 2-3 lat na poziomie 5-6% i wzrost PKB 3-4%, a teraz inflacja by zaczęła spadać przy utrzymanym wzroście PKB i spadającym bezrobociu. A tak USA nie miało inflacji, miało recesję i rosnące bezrobocie, a teraz mogą mieć i inflację i recesję i rosnące bezrobocie.
  • @nikander
    Ten numer chyba był już robiony. Mgliście sobie przypominam. Stany wisiały Japońcom w dolarze i zjechali dolara po czym oddali.:p
    Chinolce moga lepiej pilnować swojej kapusty i tez Stany, a nawet Europa im wisi. Ci chcieliby obnizyć kurs przez druk, a Chinole takiego wała i zbierają nadwyżkę, żeby utrzymać kurs i przez to stan posiadania własnego konta. Moze tak być..stać ich..
    Jak pewnego słonecznego dnia powiedzą, starczy tej zabawy, może być wesoło jak wypuszczą te dolce i euro tonami na rynek i zaczną zbijać. Czym USA i Europa wykupi?

    No, ale ja, tu, za cienki bolec jestem, żeby takie rzeczy wyrokować.:)

    Jesli ktoś powinien odpalic drukarnie teraz to na pewno Szwajcarzy, bankowo jeszcze kursy im wzrosną, bo koszmarna góra szmalu idzie w franka do leżenia odłogiem jako lokata.
  • @Andarian @Torin
    W tym co napisałem było trochę prowokacji intelektualnej ale i trochę prawdy. Kraje, które już są po resecie systemu nagle przypomniały sobie, że same tez potrafią coś zrobić i nie muszą polegać jedynie na imporcie z Chin. Przykładem może być Irlandia, która nagle sobie przypomniała, że kiedyś miała rolnictwo.
    No tak. Świat przeniósł swoje fabryki do delty Rzeki Perłowej i zajął się produkcją produktów finansowych. To się musi źle skończyć, ale tylko i wyłącznie dla dotychczasowej architektury finansowej. Globalny reset systemu nie będzie tak straszny jak go malują.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031